ogłoszenie >> piątek, 5 października 2007 15:39:10
W związku z tym, iż opowiadanie kompletnie mi się znudziło, nie chcę mi się go pisać oraz mam ważniejsze i tym samym ciekawsze zajęcia, kończę go. Tak przynajmniej mi się wydaję. Ale bez obaw - wspaniałomyślnie nie usuwam bloga, by każdy kto chciałby przeczytać to cudowne story mógł je przeczytać. Dobra wiadomość to też taka, że być może, jeśli zajdzie taka potrzeba wrócę do niego. Chciałam żebyście wiedzieli, niżeli mielibyście robić sobie złudne nadzieje, że może pewnego dnia ujrzycie zniewalającą część. Jeśli macie jakiekolwiek pomysły, zażalenia bądź innego rodzaju fanaberie piszcie w komentarzach lub, jeśli to konieczne, na maila. Dzięki za komentarze, jesteście boscy
komentarze [18]ROZDZIAŁ 15 >> piątek, 22 czerwca 2007 23:12:06
Witajcie śmiertelnicy. Dodałam już nową część, której jak się łudzę z niecierpliwością wyczekiwaliście. Wybaczcie, że nie czytałam regularnie Waszych wypocin, ale brakowało mi czasu, co wspominam chyba po raz setny. Zmieniłam szablon, jak widać. Zrobiłam sama i to mój debiut. Jestem zadowolona, aczkolwiek mógł być oczywiście lepszy. Jest wiele spraw, które chciałabym poruszyć, ale szczerze mówiąc, nie chce mi się pisać. Niejako mam dobry humor, bo są już wakacje, ale oficjalnie się z nim nie obnoszę. W ramach przeprosin za moje niedorzeczne zachowanie wobec kochanej i niezastąpionej mojej
Helence:*, której dziś nie chciałam wyjąć butów, dedykuję część właśnie dla Niej. Wybacz Kochanie. Będę Wam wszystkim dozgonnie wdzięczna, jeśli zostawicie u
Niej komentarz. Dzięki bardzo za Wasze opinie. Żywię nadzieję, że prócz powiadomień o newsach, wszystkie są szczere [żyw ją dalej, ha ha ha]. Dobra, chcę jeszcze tym, którzy lubią kryminały i troszkę niedorzeczności, polecić książkę Suskinda - Pachnidło [pożyczoną od mojej
Kaś:*]. Urzekła mnie i jest naprawdę wiarygodna [nie Kaś, książka :]. Auf wiederhoren!
- Nareszcie, kurwa nareszcie! – powiedział Tom zapalając papierosa. – Myślałem, że się nie doczekam. Ale teraz to chuj z tym, bo i tak manager się strasznie na ciebie wkurwił i powiedział, że jesteś nieodpowiedzialny – zakończył chłopak siadając na fotelu.
- Pierdolę go. On wiecznie czegoś ode mnie chce, kiedy ja nie mogę tego zrobić – zakończył zirytowany.
- Coś mi się wydaję, że nie ty tu go pierdolisz tylko jego dziunia… Wiesz jaka lolitka? Jak ją dziś zobaczyłem, to daję stówę, że obciągnęłaby mi jak nic w kiblu, bez żadnych oporów.
- Nie czas, kurwa, na żarty. Co ględził Jost? – zapytał Bill przechylając puszkę coli.
- Dzień po naszych urodzinach jedziemy do Francji, gdzie damy mini koncert, bo to będzie w tej hali u Grenouille’a, co na wiosnę byliśmy. Będzie kilkaset osób i tym oto występem zaczynamy, stary, ciężką orkę. Kurwa, nawet wspomniał coś o nagrywaniu kolejnej płyty… A mówił, że od czerwca do września będziemy mieli święty spokój – powiedział Tom z wyrzutem.
- Świetnie. Czyli mamy jeszcze jakieś 2 tygodnie sielanki. Trzeba je będzie dobrze wykorzystać – powiedział Bill z cwaniackim uśmiechem.
- Sugerujesz coś? – zapytał Tom z nieukrywanym podnieceniem. – Właśnie… Noc… Kim… Hotel… Ty… - dodał – tylko się mogę domyślać, co tam się działo.
- Przespałem się z nią – powiedział Bill. W reakcji Toma było tylko głupie „oh!”, ale Bill przerwał je mówiąc:
- Nie podniecaj się, przespałem w dosłownym tego słowa znaczeniu, spaliśmy w jednym łóżku, ale do niczego nie doszło.
- Pojebało cię?! Taką okazję zmarnować… Nie no, ty to naprawdę jakiś pierdolnięty jesteś! – zaczął Tom prawie z pretensją.
- Słuchaj, nie zależy mi na tym, żeby ją przelecieć. Takich są tysiące, czekających na to, żeby mi zrobić dobrze – powiedział zażenowany. – Kim, muszę przyznać jest milutka w łóżku, ale strasznie wkurwiają mnie jej humorki. To bywa po prostu męczące.
- Straszna z niej suka, ale w łóżku jest świetna – oznajmił Tom z zamyślonymi oczami. – A co robiliście w tej całej Warszawie?
Bill przez chwilę się zastanowił i uznał, że lepiej będzie, jeśli nic Tomowi nie powie. Tym bardziej, że Kim liczy raczej na jego dyskrecję.
- Nic. Znaczy… Oprowadzała mnie po okolicy i takie tam. Nudy – dodał mimo woli.
- I tylko po to tam pojechaliście? – zapytał Tom ze zdziwieniem. Nie widząc chęci odpowiedzi Billa na pytanie, podjął nowy wątek:
- Impreza będzie u nas w środę, bodajże. Przyjdzie trochę psiarni, którą kazał zaprosić Jost, jakoby, że jesteśmy za spokojni i mamy pokazać producentom, że potrafimy się dobrze i kulturalnie bawić. Jak sobie, kurwa, o tym pomyślę, to mi staje w drugą stronę. Szczęście, że pozwolił nam zaprosić naszych znajomych. Dał nam wolną rękę, więc jakoś to wykorzystamy – powiedział Tom z obscenicznym uśmiechem.
- Fantastycznie – odparł Bill udając podniecenie.
Dziewczyna weszła do swojego mieszkania i położyła walizkę obok garderoby. Nic się nie zmieniło, mieszkanie było takie jak wczoraj. Kim poczuła ssanie w żołądku, bo przecież nie miała w ustach nic w ciągu tego dnia. Zajrzała do lodówki, która jak chwilę potem zauważyła, świeciła pustkami. Dziewczyna wzięła kilka banknotów i wyszła na zakupy, zamykając uprzednio drzwi. Kiedy wyszła zza rogu kamienicy, typu iście brooklyńskiego, poczuła jak czyjaś zimna dłoń przyciska ją za szyję do ściany, a chwilę potem szepce do ucha:
- Zawsze mówiłem, że pasowalibyśmy do siebie.
- Spierdalaj – odkrzyknęła, a zaraz potem dłoń owej osoby zamyka szczelnie jej usta.
- Powiedzmy, że tego nie słyszałem, Kim. Nie zapominaj, do kogo mówisz, bo nie chcę być nieuprzejmy. Poza tym, bądź kulturalna w moim towarzystwie.
Kim zaczęła się śmiać, ale nie wydobywał się żaden głos, bo mężczyzna nadal zakrywał jej buzię dłonią. Po chwili puścił spokojnie, bez cienia agresji.
- Jesteś bezczelny – powiedziała Kim, wycierając dłonią usta.
- Ja? Skądże. Chciałem ci tylko przypomnieć, jaka była umowa. Ale ty jak zwykle swoje… Mogłabyś być mniej arogancka i pamiętać o zasadach, które ustaliliśmy – odparł mężczyzna.
- My? Chyba ty je ustaliłeś, Baldini. Ale ja zrywam umowę. Pierdolę tę całą szopkę, chcę żyć spokojnie.
- Kim, nie zachowuj się jak rozkapryszony dzieciak. Nie ma nawet mowy o jakimkolwiek zrywaniu umowy. Albo zrobisz, co masz zrobić, albo, jak to się u was mówi?
Będziesz wąchać kwiatki od spodu?, o tak – odparł mężczyzna bez cienia uśmiechu.
- Zabawne, doprawdy. – Kim przeszła pod ramieniem Baldiniego. – Nie jestem twoją własnością.
- Tak? No cóż, zawsze myślałem, że jesteś – odparł wyraźnie rozjuszony.
Dziewczyna nie chciała dać po sobie poznać, że obchodzą ją słowa mężczyzny, więc patrzyła na nudnych jak flaki z olejem przechodniów.
- Jutro o 20:00 zaczyna się impreza, na którą zaproszonych jest wiele cenionych osobistości, między innymi i oni. Nie ukrywam, że będę zmuszony podjąć drastyczne środki, jeśli się na niej nie pojawisz z własnej woli – zakończył dobitnie.
- Cudownie, tak się cieszę – odpowiedziała z sarkazmem, po czym udała się do najbliższego warzywniaka.
Do imprezy zostały dwie godziny. Kim siedziała na schodach z rękami podpartymi pod brodę i zamkniętymi oczyma. „Co ja mam robić do jasnej cholery?” – pomyślała wstając i z impetem otwierając szafę. „Pójdę, bo jeszcze sobie pomyśli, że się poddaję. Chuj!”. Pomyślała, że będzie wyglądać na wyrafinowaną, jeśli ubierze się na czarno i tak też zrobiła. Ubrała się w czarną mini, czarny t-shirt, czarne baleriny i skórzaną, czarną kurtkę. Podkreśliła oczy eyelinerem, mascarą przetarła rzęsy, po czym wyszła z domu. Dotarła szybciej, niż myślała, więc zapaliła papierosa i stała w ogrodzie, gdzie jak na dość wczesną godzinę, było zupełnie ciemno, nie licząc kilku lamp, które jarzyły się słabym blaskiem. Stała tam zaledwie minutę, kiedy usłyszała kroki zbliżającej się osoby. Szła dość wolno, więc dziewczynie przyszło na myśl, że się skrada. Kim odwróciła się w stronę słyszanych odgłosów i wypatrywała w mroku idącej osoby.
- Cześć – usłyszała męski, aczkolwiek dość młody głos.
Milczenie.
- Tak myślałem, że cię tu spotkam. I co, zmusili cię, żebyś tu przyszła?
Znowu milczenie.
- Dawno cię nie widziałem. Przywitaj się chociaż – powiedział chłopak przytulając się do dziewczyny. Nie odwzajemniła uścisku. Stała z opuszczonymi rękoma i papierosem w dłoni.
- Czego ode mnie chcesz? – zapytała w końcu, niemal szeptem.
- Idź stąd. Daj sobie z tym spokój. Nie poradzisz sobie – powiedział odchodząc na odległość kilku centymetrów od dziewczyny.
W Kim wzburzyła się krew, kiedy usłyszała ostatnie zdanie chłopaka.
- Co ty kurwa możesz wiedzieć, niech nie obchodzi cię co ja robię – powiedziała podniesionym głosem patrząc w ciemność.
- Zawsze byłaś taka arbitralna i podminowana… - ciągnął z stoickim spokojem. – Tylko cię ostrzegam. Mogę cię pocałować…? – zapytał w przestrzeń.
Dziewczyna odruchowo przesunęła się kilka kroków do tyłu, ale usłyszała także kroki chłopaka.
- Josh, nie zmuszaj mnie do ostateczności – powiedziała już całkiem spokojnie. – Odejdź stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy, to dla twojego dobra – dodała oglądając się za siebie, gdzie usłyszała jakieś śmiechy i rozmowy. Jednak chłopak wciąż szedł w jej stronę, a ona cofała się ostrożnie. W pewnym momencie, Kim zahaczyła o coś stopą i upadła na ziemię, a na nią runął Josh. W tym samym momencie wśród krzaków usłyszała szmer, a zaraz potem zobaczyła Billa z drinkiem w ręku i jakąś dziewczynę idącą z nim pod ramię. Josh podniósł się, a ona sama jak sparaliżowana leżała na ziemi. Bill wpatrywał się, jak myślała, w jej spódniczkę.
- Może jednak wejdziecie do środka, co? – zapytał z lekkim zdziwieniem. – Nie sądziłem, że cię tu spotkam, Kim. A tak swoją drogą, ładne majtki – dodał wskazując na jej stringi, po czym poszedł z uwieszoną na jego ramieniu nim panienką.
Kim wstała i machinalnie strzepnęła z siebie resztki liści i ziemi. Obrzuciła stojącego nieopodal Josha pogardliwym spojrzeniem i chyłkiem wycofała się do salonu, gdzie siedzieli goście.
Sala była ładnie przystrojona i bogato wyposażona, jednakże dom sprawiał wrażenie zaniedbanego. Wokół krzątali się kelnerzy bądź kelnerki niosąc drinki i przekąski. Dziewczyna weszła do sali starając się zbytnio nie rzucać w oczy. Mężczyźni, bardzo dobrzy wzrokowcy natychmiast wyłowili ją spośród tłumu. Woń alkoholu i innych napojów roznosiła się po całym pomieszczeniu, ale ludzie nie wyglądali na pijanych. Jacyś chłopcy w wieku ok. 18-19 lat przyglądali się jej uważnie szepcąc sobie na ucho i bez wątpienia wymieniając uwagi na temat wyglądu Kim. „Pewnie im stają, kiedy na mnie patrzą – pomyślała z pogardą. – oj, chłopcy, ale jesteście infantylni. Dobra, zrobię wam pewną przyjemność” – dodała w myślach, po czym udając, że upuściła czarną apaszkę schyliła się obnażając przy okazji swoje wdzięki. Nastolatek prawie zagwizdał z zachwytu i kiedy Kim zdołała się odwrócić w ich stronę, przed jej oczyma stanął Tom.
- Witam piękna – rzucił, nonszalancko popijając jakiś napój.
- Cześć – odparła odchodząc od Toma i idąc w stronę łazienki.
Chłopak obserwował ją znikającą w tłumie. Weszła do toalety zamykając ją uprzednio na kluczyk i poprawiając sobie makijaż. Patrząc w lusterko, zobaczyła za sobą czyjąś postać.
- Josh, proszę cię… - zaczęła lekko poirytowana, chowając pomadkę do torebki.
- Nie. Chcę się z tobą kochać. Teraz – powiedział arbitralnym głosem. – Zawsze o tobie marzyłem, ale ty nigdy mi się nie oparłaś. Robiłaś wszystko, byle tylko nie nadarzyła się okazja do jakiegokolwiek zbliżenia – ciągnął monolog zbliżając się do dziewczyny coraz bardziej. – Wreszcie mam okazję by cię zerżnąć. Nikt cię nie usłyszy, nawet jeśli będziesz drzeć się w niebogłosy. Tylko pomyślą, że to krzyki rozkoszy – dodał ściągając z siebie t-shirt i okazując umięśniony tors.
- Przestań, proszę, jeśli przeszkodzisz mi w wykonaniu mojego planu, przysięgam, że cię zabiję – powiedziała poważnie.
- Nie wygłupiaj się… - odparł Josh całując ją po szyi i wkładając dłonie pod bluzkę. – Nie masz stanika… Ale fajnie – mówił chłopak nadal ją całując. Ściągnął z niej bluzkę, a Kim nie stawiała oporów. Beznamiętnym wzrokiem patrzyła na całą sytuację z minuty na minutę stając się coraz bardziej podnieconą. Nie mogła się powstrzymać i choć wiedziała, że zapłaci za to wysoką cenę – poddała się pożądaniu i zaczęła oddawać pocałunki chłopaka. Ten z uśmiechem na twarzy pieścił jej nagie piersi i wsunął rękę pod spódniczkę, zgrabnym ruchem wprowadzając palec za majtki. Kim jęknęła cicho i coraz brutalniej ściągała z niego ubrania, aż w końcu został tylko w bokserkach. Dziewczyna na czworaka usiadła na podłodze, a chłopak odsuwając jej bieliznę, zaczął ją posuwać. Trwało to stosunkowo krótko – Kim doszła pierwsza i natychmiast wstała z podłogi i biorąc do ręki torebkę.
- Było kapitalnie – powiedział chłopak zakładając spodnie. Odwrócił się, by sięgnąć po leżący na ziemi podkoszulek, a dziewczyna korzystając z sytuacji, wyjęła z torebki małą strzykawkę i szybkim ruchem, wbiła w jego ramię. Najpierw usłyszała głośny krzyk, a zaraz potem upadek Josha, twarzą w ziemię. Spojrzała na niego i wyjętym z torby mini-aparatem zrobiła mi zdjęcie. Następnie szybko, podniosła go i zaciągnęła do jednej z kabin, po czym zamykając od środka drzwi wydostała się z kabiny, szybko poprawiła włosy i wyszła z łazienki. Wiele par tańczyło teraz wolnego, a jeszcze więcej całowało się po kątach lub po prostu spało. Pod jednym z okien spała niska i bardzo pijana dziewczyna. Kim podeszła do niej i niby przypadkowo wrzuciła swoją pomadkę do jej torby. Zaraz potem, trzymaną w ręku spermą Josha ubrudziła dłonie, usta i wewnętrzne strony ud dziewczyny. Paznokciami rozdarła jej skąpe majtki. Popatrzyła na jej zaspaną twarz. „Wybacz” – pomyślała i oglądając się po zadymionej i śmierdzącej wódką sali, wybiegła niepostrzeżenie z budynku. Idąc chodnikiem z białej kostki brukowej myślała tylko o jednym: żeby jak najszybciej znaleźć się w swoim domu. Ale ironią losu, kiedy przyspieszyła tempa, ktoś krzyknął jej imię.
- Kim! Kim, zaczekaj!
Przyspieszyła, tym samym prawie już biegnąc.
- Kim, proszę cię!
Zwolniła i obróciła się w stronę, jak szybko się domyśliła, Billa.
- Czego chcesz? Spieszę się – oznajmiła krótko.
- Dlaczego już idziesz? I dlaczego w ogóle pojawiłaś się na tym party w ogóle mnie o tym nie powiadamiając? – zapytał z lekką pretensją.
- No cóż, nie jestem twoją podopieczną i nie muszę ci mówić, co robię – odparła zaczynając znowu iść. – Lepiej idź do swojej zdziry, pewnie czuje się samotna – dodała z rozgoryczeniem.
- Jesteś o nią zazdrosna? – zapytał chłopak z lekkim uśmiechem.
- Nie. Co mnie obchodzi, z kim się zadajesz. Po prostu się o nią martwię, żeby sobie krzywdy nie zrobiła, kiedy zorientuję się, że ciebie nie ma – rzekła z ironią.
- Jasne. Co robiłaś z Joshem w parku, kiedy na tobie leżał? – zapytał.
- Jesteś o niego zazdrosny? – zapytała z lekkim przekomarzaniem się. – A tak poza tym, to skąd do znasz?
- Chodził ze mną do klasy i jest moim dobrym przyjacielem, a przy okazji siostrzeńcem naszego managera, Josta. Nie jestem o niego zazdrosny. Gdyby mi na tobie zależało, to może… Ale tak, to nie – odparł obojętnie patrząc w stronę domu. Kim jakby nie słyszała jego słów, tylko patrzyła na sytuacje rozgrywające się w ułamkach sekund. W salonie widziała krzyczące postacie, biegających wkoło, a wręcz zataczających się, mężczyzn i pijane, ale przerażone dziewczyny.
- Co tam się dzieje? – zapytał Bill przypatrując się ze zdziwieniem biegającym ludziom.
- Eee… Nie wiem. Muszę już iść. Do zobaczenia – odparła i szybkim krokiem udała się przed siebie, za sobą słysząc przerażony krzyk:
- Bill, Josh nie żyje!
W tej samej chwili pod dom zaczęły zjeżdżać się wozy policyjne i karetka. Dziewczyna puściła się biegiem, posługując się skrótem i idąc parkiem. „Oby wszystko się udało…” – pomyślała w biegu.
komentarze [144]ROZDZIAŁ 14 >> niedziela, 20 maja 2007 21:07:53
- Chodź – powiedział ciepłym głosem. Ciepło emanujące z jego dłoni, niosło ze sobą dziwne uczucie spokoju i stabilizacji. Dziewczyna spojrzała jeszcze raz na grób i poczuła pustkę, brak. Tylko czego? Wstała i spojrzała na Billa, który wydawał się być bardzo zamyślony. Oczy przez pewien czas wędrówki alejami były nieobecne, dopiero przy wyjściu na ulicę oprzytomniał.
- Jak mnie tu znalazłeś? – zapytała w miarę możliwości spokojnym głosem.
Kim wydawało się, że dostrzegła w pewnym momencie w oczach chłopaka błysk triumfu, ale uznała, że musiała być to gra światła, bo kiedy popatrzył jej w oczy, wydawał się być bardzo przygnębiony.
- Kiedy uciekłaś z samochodu, Tom natychmiast do mnie zadzwonił. Zrozumiałem, że jest już naprawdę źle i pierwszym miejscem, jakie natychmiast wyświetliło mi się wtedy w myślach było lotnisko, tym bardziej, że wcześniej pakowałaś walizkę. Znalazłem cię tam. Od tamtej pory miałem cię na oku – wyznał szczerze.
W głowie Kim, aż huczało od wyzwisk i złości na Billa, który szedł spokojnie obok niej. Tak, to prawda, zobaczyła go pierwszy raz, kiedy chciała powiedzieć dziewczynie Arka, że właśnie się z nim pieprzyła. Denerwowało ją to, że on to wszystko tak beznamiętnie znosi. Z drugiej strony… Jakie wszystko? Przecież on nie przeżywa tego, co ona. On nie potrafi sobie nawet wyobrazić, co ona teraz przeżywa. Dlaczego? Bo jest zarozumiałym, ciotowatym i egoistycznym modnisiem, którego celem życiowym jest tworzenie beznadziejnej muzyki. Teraz, kiedy wszystko wyświetliło jej się tak wyraźnie, miała ochotę rzucić się na Billa, bić go, dusić, aż przestanie być taki spokojny. Ręce jej drżały, a wzrok błądził ze złością wśród ludzi, zabieganych i zmartwionych sprawami tak
przyziemnymi .
- Chcę iść do hotelu – powiedziała stanowczo.
- Dobrze, więc chodźmy. – Reakcja Billa wcale jej nie uspokoiła. Wręcz przeciwnie – chciała odreagować na nim, w przypadku gdyby się nie zgodził. Chciała mu dopiec, żeby poczuł, chociaż odrobinę tego, co dzieje się w niej samej. Przyspieszyła kroku potrącając po drodze ludzi.
- Kim, uważaj trochę – powiedział Bill dotrzymując jej kroku.
- Nie, nie będę – odparła przekornie, obrzucając Billa nienawistnym spojrzeniem. Sama nie wiedziała, dlaczego akurat na Billu chce odreagować. Kiedy weszli do hotelu, Mati spojrzał na nią ze strachem i udał, że jest zajęty, przeglądaniem jakiś papierów. Dotarła z Billem do swojego pokoju i weszła do niego zatrzaskując drzwi przed jego nosem. Kopnęła z całej siły w szafkę nocną, która upadła z cichym trzaskiem. Spojrzała na swoją torbę i zaczęła w niej grzebać rozwalając po podłodze ubrania. Usiadła opierając się plecami o łóżko i oddychała głęboko. „Dość” – pomyślała ściągając z łóżka kołdrę i rozrywając ją na strzępy. Nie pomogło. Chciała wyjść na dwór, bo wydawało jej się, że małość tego pokoju ją przytłacza. Już szła w stronę klamki, kiedy przypomniał jej się Bill. „Na pewno mnie pilnuje” – pomyślała ze złością.
- Uspokój się – powiedziała do siebie głośno. Usiadła na łóżku próbując opanować nerwy. Opadła na poduszkę i strzępki kołdry, po czym zamknęła oczy. Po pięciu minutach już spała.
Obudziła się zlana potem i przed oczami wciąż majaczył jej sen, który powtarza się od dawna. Jego scenariusz znała na pamięć i czasem już tylko czekała, kiedy pojawi się to, czy tamto wydarzenie. Mimo ciągłych powtórek snu, panicznie bała się o nim śnić. Przysparzał ją o drgawki i straszne wyrzuty sumienia. Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła, że jest jeszcze noc, bo niebo było czarne i było bardzo cicho. Podpierając się na drżących rękach wstała i poszła do łazienki. Przychyliła się nad sedesem i zwymiotowała. Bardzo irytowało ją to, że ostatnio przechodzi częste torsje. Spojrzała w lustro i zobaczyła, że nie ma w nim dziewczyny, jaką znała wcześniej. Mimo, że twarz nadal była ładna i wydawała się zdrowa, w głębi duszy nękała ją przeszłość.
- Muszę się wziąć w garść – powiedziała ostro. – Postąpiłam słusznie. Inaczej przecież nie mogłam… - stwierdziła stanowczo. – Co gdybym tego nie zrobiła? Zrujnowana przyszłość, zero wolności i swobody. Tak, to było mądre posunięcie.
Kim zdarzały się takie momenty, w których chwaliła się sama. W dzieciństwie dzieci ze szkoły za nią nie przepadały, bo czasami wywodziła długie monologi, w których oznajmiała, że ona może wszystko, bo jest doskonała, a inne dzieci to tylko marionetki, które mają słuchać jej rozkazów. Mimo że dzieci twierdziły, że to czyste herezje, naprawdę tak było. Kim sterowała ludźmi, a oni jej się nie sprzeciwiali.
Dziewczyna przemyła twarz i zaczęła się wycierać. Spojrzała na zegarek wiszący w jej pokoju. 2:35. Świetna pora na nocną przechadzkę. Wzięła z wieszaka kurtkę i wyszła z pokoju, zamykając go na klucz. Zeszła po spiralnych schodach i weszła do całodobowego barku obok recepcji, w której pochrapywał jakiś starszy facet. W barku, nie licząc barmana, jakiejś paniusi i Billa, nie było nikogo. Udała się w stronę chłopaka i usiadła przy jego stoliku zapalając papierosa.
- Oblewasz smutki w wódce? – zapytała, zaciągając się papierosem.
- Nie. Nie lubię wódki – odparł przypatrując się jej bez skrępowania.
- Chcę ci powiedzieć, że wyjeżdżam rano.
- O, a cóż to, nabyłaś nowy zwyczaj informowania ludzi o swoich poczynaniach? – zapytał z udawanym przejęciem.
- Nie, po prostu chciałam ci powiedzieć, że wyjeżdżam – odparła i wstała czując, że ta rozmowa nie ma sensu. Udała się w stronę wyjścia, obserwowana dokładnie przez Billa. Wstał i cicho podążył za Kim. Jego kroki głuszył chichot kobiety przy barze. Kim udała się w stronę cichej, i sprawiającej wręcz wrażenie opuszczonej, uliczki. Nałożyła kaptur na głowę i przyspieszyła kroku. Udała się w stronę cmentarza, który mieścił się jakieś 200 metrów dalej. Szła pewnym i szybkim krokiem przez alejki. Zatrzymała się jak uprzednio przed małym grobem, bez wątpienia, grobem dziecka.
- Wszystko przez ciebie. To przez ciebie mam takie wyrzuty. To o tobie nie mogę zapomnieć i śnisz mi się każdej nocy. To przez ciebie tu jestem. Przez ciebie moje życie bywa koszmarem – wypowiedziała zatrzymując się po każdej wypowiedzi i spoglądając na grób. Uklęknęła i nachyliła się nad nagrobkiem, patrząc na niego z nienawiścią, a zarazem litością.
- Daj mi już spokój!!! To nie moja wina!!! – krzyknęła w otchłań nocy, waląc pięścią w marmur.
- Kim co ty wyprawiasz?! – zapytał Bill z niedowierzaniem przyglądając się całej sytuacji.
- Gówno cię to obchodzi, Kaulitz! – krzyknęła nieco histerycznie. – Nie zamierzam ci się z niczego spowiadać! I daj mi wreszcie spokój, bo to przez ciebie, wszystko wróciło. A było tak dobrze! To przez ciebie teraz tu jestem. Ty namieszałeś w moim życiu!
- O czym ty mówisz?! – zapytał Bill robiąc zdzwioną minę.
- O tym! – krzyknęła wstając i pokazując palcem na grób dziecka. – Dlaczego robisz takie zdziwione oczy?! Ja nie zwariowałam! Tak bardzo chcesz się dowiedzieć o co tu chodzi?! Tak? Dobrze! Więc ci powiem! Wiesz co to za dziecko? – zapytała nadal wskazując na grób. – To jest
moje dziecko. Tak Kaulitz, moje. Trudno w to uwierzyć, prawda?! – zapytała nadal histerycznym głosem. – Musiałam je usunąć. Niczemu winne dziecko, które nie prosiło się na świat, rozumiesz?! Nie, ty nie rozumiesz! – dodała podchodząc do niego i prawie stykając się z jego nosem. – Bo takiemu gówniarzowi, jak tobie, zachciało się mnie upić, a potem zerżnąć bez prezerwatywy! Jemu wydało się to zabawne. Tak Bill, od tego czasu biorę tabletki. Chcę mieć pewność, że nie pozbawię życia jeszcze jednego dziecka. A teraz dość mojej historyjki. Ciekawe, prawda? – zapytała w przestrzeń ściszając głos. Na chwilę zapadła cisza, po czym Kim szepnęła. – Ono miało już trzy miesiące… trzy miesiące… - urwała patrząc na swoje dłonie. Bill podszedł do niej i objął ramionami. Odwzajemniła uścisk. Wtuliła głowę w jego ramię. Siedzieli tak bardzo długo, bo kiedy wreszcie postanowili wrócić, na horyzoncie zaczęło pojawiać się słońce.
- Nigdy bym nie pomyślał, że stało się coś takiego – powiedział Bill, kiedy wracali przez puste jeszcze ulice. – Naprawdę mi przykro.
- Nie wiedział o tym nikt oprócz mnie i ojca tego dziecka. – kiedy wypowiedziała „ojca” ton jej głosu zlodowaciał, a na twarzy wykwitła złość. – Więc jesteś pierwszy, komu się o tym przyznałam.
- Ile miałaś wtedy lat? – zapytał zamyślony chłopak.
- Skończyłam 16 – odparła. – Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży wpadłam w histerię. Nie przyznałam się rodzicom i ukrywałam to, aż do czasu zabiegu. Oczywiście było to szczęście w nieszczęściu, że taki zabieg mógł być w ogóle wykonany. Ojciec chłopaka, który mi to zrobił był ginekologiem. Kuba, bo tak nazywał się ten chłopak, miał świetne układy z ojcem. Był zarazem jego najlepszym kumplem. Opowiedział mu o tym, że jestem w ciąży, która powstała w wyniku przypadku. Naopowiadał jak to jestem nieszczęśliwa i że zrujnuję sobie przyszłość, jeśli urodzę. Oczywiście w ogóle nie wspomniał, że to on był przyczyną tego przypadku, więc kiedy jego ojciec wykonywał zabieg, nie miał pojęcia, że pozbawia życia własnego wnuka. Tak, był to chłopiec – powiedziała, kiedy Bill już otworzył usta, żeby zadać pytanie. – Teraz kiedy o tym mówię, czuję się znacznie lepiej. Powinnam była od razu o tym komuś powiedzieć.
- Co się stało, że przyjechałaś do Niemiec? – zapytał ciekawie Bill, przepuszczając ją w drzwiach hotelu.
- Poprosiłam tego ginekologa o embrion, jakim było wtedy moje dziecko. Na jego ‘pogrzebie’ byłam tylko ja. Nawet Kuba nie wiedział, że takowy w ogóle się odbył. Zresztą wątpię, żeby chciał przybyć. Nie widziałam się z nim od wykonania zabiegu. Mieszkałam z rodzicami w Warszawie. W kilka miesięcy później, pewne okoliczności skłoniły mnie do opuszczenia kraju. I tu, znów miałam szczęście, bo pewni
znajomi załatwili mi mieszkanie w Hamburgu. Od tego czasu uczę się tam w Liceum Ogólnokształcącym – zakończyła swoją wypowiedź dziewczyna, na co Bill zrobił zdumione oczy.
- To ty się jeszcze uczysz?! – zapytał z niedowierzaniem chłopak wchodząc za nią do jej pokoju.
- A jak inaczej? – zapytała spoglądając na niego z lekkim uśmiechem, który pojawił się na jej twarzy po raz pierwszy od wielu dni.
- Nigdy o tym nie myślałem, miałem wrażenie, że pracujesz ciągle w tym barze.
- Ty zajmujesz się muzykę, a ja się dokształcam. Coś w tym dziwnego? – zapytała nie oczekując odpowiedzi. – A właśnie, wspomniałeś o pracy w barze. Już tam nie pracuję – dodała obojętnie. – Zwolnili mnie, bo opuszczałam za dużo dni. Właściwie wcale nie jest mi szkoda, bo od dawna mam na oku inną pracę. Poza tym nie muszę pracować, bo mam wystarczająco dużo pieniędzy, ale w barze często poznawałam nowe osoby – powiedziała, po czym zamilkła, i zaczęła się zastanawiać czy Bill wie, kogo miała na myśli mówiąc
nowe osoby .
- Chcę mi się spać – zaczęła tłumiąc ziewnięcie. – Ja się kładę.
Bill udał się już w stronę drzwi, kiedy Kim powiedziała:
- Chcę, żebyś położył się obok mnie.
Lekko go zamurowało, po czym położył się obok dziewczyny. Wszystkie szczątki kołdry zostały posprzątane i oboje po kilku minutach, zamknęli oczy wpadając w czarną otchłań snu.
Komórka dzwoniła wypełniając pokój „Boulevard Of Broken Dreams”. Dzwoniła tak dobre 10 minut, z krótkimi przerwami na ponowne połączenie.
- Do kurwy nędzy odbierz wreszcie ten telefon! – krzyknęła Kim zakrywając głowę poduszką.
- Już – odparł ze złością Bill. Oczy miał zapuchnięte, a na twarzy odbił się wzorek poduszki.
- Czego?! – zapytał do słuchawki sennym głosem.
- Gówna jak nie wiesz czego! Gdzie ty się kurwa podziewasz? – zapytał głos, który Kim poznała natychmiast: głos Toma.
- Jak to gdzie?! Przecież mówiłem wam, że jadę do Kim! – odparł zły Bill.
- Mówiłeś, ale kurwa nie uprzedziłeś, że będziesz tam dwa dni! – krzyknął przez telefon Tom.
- Jakie znowu dwa dni?! – zapytał Bill spoglądając na zegarek, i klnąc w duchu, kiedy zobaczył, która jest godzina.
- Dobra, to ja już się szykuję, może zdążymy na wieczorny lot – powiedział Bill rozłączając się i podchodząc w stronę Kim.
- Obudź się, Kim! Jest 17:00! – powiedział odchylając jaśka, którym przykryła głowę dziewczyna.
- Która jest? – zapytała sennym głosem. – W mordę! – dodała tylko spoglądając na zegarek i wrzucając ubrania do walizki. – Miałam nadzieję, że będę tu tylko jeden dzień.
Kiedy spakowała chaotycznie ubrania, a Bill spakował w swoim pokoju swoje, udali się pędem na lotnisko łapiąc w drodze taxi. Kiedy, dzięki znajomością Kim, siedzieli w samolocie, na twarzy Billa tlił się mały uśmiech, a Kim siedząca naprzeciw niego czytała właśnie „Pachnidło”. Przybyli na miejsce o 19:00. Bill podwiózł dziewczynę do domu, a sam z piskiem opon udał się do siebie. Kiedy Kim otworzyła drzwi swojego domu, poczuła jakiś niepokój. „To pewnie przez te wszystkie wydarzenia” – pomyślała w duchu, po czym otworzyła drzwi swojego domu.
komentarze [107]ROZDZIAŁ 13 >> wtorek, 24 kwietnia 2007 20:32:04
Cześć Wam ;). Przepraszam [znowu], że nie dodałam wcześniej noty, ale jak już wspomniałam wcześniej coś hujowo się czułam. Psychicznie, a nie fizycznie, naturalnie. Jednak już teraz jest nowa i sądzę, że nie jest najgorsza. Nie jest ona szczytem moich marzeń, ale starałam się :]. Chciałam dodać, że niniejszą część :D, dedykuję blogowi... tam tara tam: www.zenska-forma-billa.mylog.pl. Chyba łatwo się domyślić, że bardzo lubię to opowiadanie;D. Bez obrazy dla innych stories - je też lubię, ale aktualnie akurat jego treść wbiła mi się w pamięć. Dziękuję Wam za komentarze - m.in. i one zmotywowały mnie do dalszej pracy nad tą fantazją xF. Przypomninam po raz nasty:
Jeśli chcecie być powiadamiani o nowych częściach, wpiszcię się do księgi gości! Howgh everybody! x).
Dziewczyna szła przez jakiś park, gdzie co chwila spotykała całujące się pary. Patrzyła na nich z obrzydzeniem i nieukrywaną dezaprobatą. Wyciągnęła z kieszeni komórkę patrząc na wyświetlacz - „12 wiadomości”. Kilka od Heli, Ashley i... Toma. „Przypomniał sobie. Świetnie – pomyślała Kim prychając i sprawnym ruchem wyłączając telefon.- Niech się dzieje co chce”. Kierowały nią silne emocje, bo wzięła zamach i rzuciła telefonem o uliczkę, a ten rozsypał się w drobny mak. Gdzieś w oddali usłyszała odsysającą się od siebie parę, ale w tym momencie mało ją to wszystko obchodziło. Szła wąskim chodnikiem, aż doszła do parkingu siadając na narożniku. Przysłoniła twarz dłońmi i siedziała tak, aż tuż obok jej stóp zatrzymał się Mercedes Vito. Nie wiele ją to zaskoczyło do czasu, kiedy drzwi rozsunęły się, a w nich ujrzała siedzącego wygodnie Toma. Uśmiechał się bawiąc się swoimi dredami.
- Witam – powiedział nachylając w stronę dziewczyny. – Co tam nasza gwiazdka dziś przeskrobała?
- Huj cię to obchodzi – odparła bezczelnie.
- Jak miło – powiedział z jeszcze szerszym uśmiechem. – Coś mi się wydaję, że ma z tym związek mój brat, czyż nie?
- Powiedz mi Tom…- zaczęła dziewczyna przerzucając się na złośliwy ton – jak to jest być takim debilem? Fajnie tak? – zapytała udając zaciekawienie.
- Oj Kimmy… - zaśmiał się nonszalancko. – Tak bardzo ci Bill dzisiaj dopiekł? Ojojoj… Mój braciszek jednak potrafi być łamaczem serc. Gdzie podziała się w tobie ta femme fatale?
Dziewczyna wstała patrząc na niego ze złością.
- Oj, widzę, że dotknąłem czułego punktu – powiedział patrząc na rozporek dziewczyny, który teraz był na wysokości jego twarzy.
- Dla twojej wiadomości, nie twój pierdolony brat jest przyczyną mojego... problemu – dodała szybko.
- Taaaaaak? – zapytał nieco zdziwiony. - Więc co nią jest?
- Już ci mówię – prychnęła pogardliwie.
Tom widząc, że raczej nic z niej nie wydusi postanowił być miły.
- Może cię podwieźć? – zapytał z nagłą uprzejmością.
Kim spojrzała na niego podejrzliwie. Kierowca w samochodzie pomrukiwał z niecierpliwością. Tom zrobił zapraszający gest. Dziewczyna zawahała się przez moment, po czym wsiadła do auta. Usiadła obok okna, a Tom wygodnie usiadł obok niej.
- Co cię tak martwi? – zapytał siląc się na beztroski ton.
Kim spojrzała na niego martwym wzrokiem.
- Umysł chłopka tego nie obejmuję – stwierdziła feministycznie. – Mój do swego czasu też nie obejmował…
Kim zamyśliła się i patrzyła na domy, które migały przed szybą.
- Wiesz co? – zagadnął po chwili Tom. – Nie rozumiem dziewczyn. Po prostu nie rozumiem – stwierdził z przekonaniem. – Wy jesteście takie dziwne… No dobra są wyjatki – powiedział patrząc znacząco na Kim.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytała podejrzliwie.
- Nic, tylko myślę, że twój mózg nie jest tak skomplikowany – powiedział szybko.
- Nie Tom. Nie to chciałeś powiedzieć – powiedziała z lekkim uśmiechem bez zdenerwowania. – Chciałeś powiedzieć, że nie jestem skomplikowana, bo nie mam oporu przed pieprzeniem, tak? – powiedziała kierując swój wzrok na Toma.
- Nie Kim, to nie tak…- powiedział bezradnie chłopak.
- Nie oszukujmy się Tom – powiedziała rzeczowo. – Nie mam do ciebie o to pretensji…
Chłopak milczał przez długi czas i zaczęła się niezręczna cisza. Dopiero po jakimś czasie Kim zapytała:
- Dokąd właściwie jedziemy?
- Nie wiem – powiedział Tom wyrwany z otępienia. – Gdzie jedziemy? – zapytał kierowcę busa.
- Nie wiem, krążę po mieście od pół godziny. – padła inteligentna odpowiedź kierowcy.
- Więc zawieź nas do mnie – powiedział Tom.
- Nie! Ja nie chcę tam jechać! Wysiadam! – krzyknęła Kim odsuwając drzwi. Na szczęście nie jechali szybko i dziewczyna wyskoczyła na trawę obok trzymając w ręku torbę. Słyszała krzyk Toma i zatrzymujący się za nią samochód, ale biegła tak szybko, że już nic nie potrafiło jej zatrzymać. Potrącając przechodniów w biegu zatrzymała jakąś taksówkę i wsiadając powiedziała tylko:
- Lotnisko, szybko.
Kierowca wziął 10 euro i ruszył z piskiem opon. Dziewczyna oparła głowę o szybę i czuła jak jej serce szybko bije. Przez chwilę poczuła wyrzuty sumienia, ale ich miejsce natychmiast zastąpiła złość. Stłumiła w sobie uczucie, czując, że dłużej tak nie pociągnie. Musi jak najszybciej dostać się do Polski – teraz to było dla niej najważniejsze. Po 15 minutach znalazła się w obszernym budynku, za którym stały samoloty pasażerskie. Podążyła w stronę recepcji i zobaczyła nie małą kolejkę. „W takim tempie to ja tydzień tu sobie poczekam” – pomyślała zrezygnowana. Już miała się udać w stronę wyjścia, kiedy jej wzrok napotkał Marca. „Jakie szczęście?” – pomyślała zadowolona i puściła się pędem w stronę chłopaka.
- Marc! – zawołała.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na nią, a potem szeroko się uśmiechnął.
- Kim! Co ty tu robisz? – powiedział dając jej całusa na przywitanie.
- Musisz coś dla mnie zrobić – powiedziała ciągnąc go w stronę męskiej toalety.
- Ale Kimmy, ja teraz nie mogę! – powiedział domyślając co chce zrobić dziewczyna.
- Nie bądź debilem i chodź – odparła przysuwając go do ściany. – Musisz załatwić mi bilet do Polski, do Warszawy i to natychmiast – dodała szybko.
- Chyba cię głowa boli! – powiedział zdziwiony.
- Marc – powiedziała niebezpiecznie dociskając go do ściany. – Chyba pamiętasz co ostatnio dla ciebie zrobiłam… - dokończyła patrząc na niego sępim wzrokiem. – Pewnie nie chcesz, żebym to odwołała, prawda?
- Jasne, że nie – powiedział lekko zdenerwowany. – O! Tak sobie teraz przypomniałem, że chyba jednak znajdzie się dla ciebie jakiś bilet! – powiedział ze sztucznym uśmiechem.
- Wspaniale. Czekam – odparła pchając go w stronę wyjścia. Sama poszła na jakąś ławkę i tam siedziała jakieś ½ h. W końcu chłopak przyszedł i wręczył jej bilet w jedną stronę do Warszawy.
- Ile? – zapytała wyciągając portfel.
- Nie żartuj – powiedział Marc. – Dla ciebie wszystko – dodał z przyszywaną życzliwością i odszedł. Kim wzruszyła ramionami i udała się w stronę kasy. Podała bilet i przeszła przez barierkę udając się do samolotu. Przechodząc obok jakiejś grupki osób, przed oczami mignęła jej twarz Billa. „Kurwa, przestań o nim myśleć, bo ty już zwidy masz!” – pomyślała i poszła w stronę samolotu. Usiadła w klasie A i przyglądała się wchodzącym pasażerom. Prawie wszyscy byli elegancko ubrani i mieli przy sobie jakieś kosztowności. Obok niej usiadł chłopak, który – tak jak ona – wcale do tego towarzystwa nie pasował. Miał na sobie jeansy i biały t-shirt. Na uchu miał słuchawkę bluetootha, a w ręku trzymał „Eragona”. Zwrócił swoją twarz w stronę Kim i spostrzegła, że jest bardzo ładny. Miał blond włosy i – tak tak Juan – olśniewająco białe zęby.
- Hej, ty też do Warszawy? – zapytał przyjaźnie po polsku.
Kim została trochę wyprowadzona z równowagi, bo swojej ojczystej mowy nie słyszała od jakichś dwóch lat.
- Właściwie tak – odparła w miarę możliwości uprzejmie.
- Widzę, że inny akcent, czyżby Niemka? – zapytał z zaciekawieniem. – Bo wyglądasz mi na Polkę.
- Mieszkam od kilku lat w Niemczech, ale masz rację, pochodzę z Polski.
- Jak fajnie. Arek jestem – podał rękę w jej stronę, a ona uścisnęła dłoń mówiąc „Kim”.
Zaczęli rozmawiać na różne tematy i chłopak opowiedział, że był na wakacjach u swojej babci, ale już wraca, bo za kilka dni jedzie z rodzicami i swoją dziewczyną do Hiszpanii. Kiedy Kim to usłyszała, poczuła lekkie ukłucie zazdrości i nie wiedzieć czemu, od razu zrozumiała, że nie lubi tej dziewczyny. Gdyby miała czas, zaciągnęłaby Arka do łazienki po powrocie i zobaczyłaby jak bardzo zależy mu na swojej dziewczynie. Była pewna, że nie oparłby się jej. Kochała rozbijać takie związki, bo czuła satysfakcję, że jest lepsza. Czasami wydawało jej się to nieetyczne, ale w tych krótkich chwilach szybko o tym zapominała przeglądając swój album ze zdjęciami i opisami chłopaków, którzy nie chcieli lub nie potrafili jej się oprzeć. Zawsze podczas dłuższych podróży miała go przy sobie. Jak do tej pory, oprócz niej nikt nigdy do niego nie zaglądał. Był gruby i w ponad połowie zapełniony. Kiedy go przeglądała czuła się szczęśliwa. Otworzyła go i zaczęła przeglądać nowe wpisy. Zwróciła uwagę, że róg prawej strony jest pusty, więc wpadł jej do głowy pewien pomysł. Popatrzyła z ukosa na Arka i coś szepnęło jej do ucha „fajny chłopak”. Już całkiem bez zastanowienia wyjęła aparat i zwróciła się do Arka:
- Mogę ci zrobić fotkę?
- Jasne, czemu nie – odparł chłopak odrywając się od lektury. Zrobił słodki uśmiech i powiedział „cheese”. Dołem aparatu wyszła śliczna fotografia, którą Kim wrzuciła do kieszeni wymawiając szybkie „dzięki”. Po chwili z drugiej kieszeni kurtki wyciągnęła zdjęcie Toma. Nie trudno było je zdobyć – ostatnio często przeglądała pisma młodzieżowe i było niemal w każdym. Wkleiła je niepostrzeżenie i wyciągnęła z kieszeni długopis. Zaczęła pisać:
„Tom Kaulitz. Brat bliźniak Billa, gitarzysta popowo-rockowego zespołu. Dość miły, sprawia wrażenie bawidamka, ale w rzeczywistości jest z lekka nieśmiały. Ma dredy i śliczną buźkę. W łóżku – niezły, ale bywali lepsi. Ma lekką obsesję na tle zaliczania lasek, chce być traktowany jak najlepszy kochanek. Wady: dla tych, których nie lubi, potrafi być złośliwy. Zalety: ma jakiś niezrozumiały dar przekonywania. Á la macho”. Dopisała datę i zakończyła swój wpis podkreśleniem. Zobaczyła, że od pewnego czasu Arek uważnie jej się przygląda.
- Co ty z takim zapałem piszesz? – zapytał z nieukrywanym zaciekawieniem.
- Eee… a co cię to? – odpowiedziała pytaniem na pytanie przerzucając się na niemiły ton.
- Nic, jasne, że nic – odparł lekko zaskoczony. – Tak tylko zapytałem.
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała tylko trzaśnięciem ręki zamknęła zeszyt. Siedzieli jeszcze 2 godziny dopóki stewardessa nie oznajmiła, że zaraz rozpocznie się lądowanie. Po zatrzymaniu samolotu wszyscy udali się po swoje bagaże. Arek podał Kim jej torbę i na chwilę się przy niej zatrzymał jakby chciał coś powiedzieć, ale podał jej rękę i rzucił tylko:
- Miło cię było poznać. Do zobaczenia.
Kim spojrzała na niego, a potem przeniosła wzrok na jakąś dziewczynę machającą do niego z budynku. Decyzja, jaką podjęła dosłownie w ułamku sekundy, była zupełnie nieprzemyślana. Złapała go za rękę i pociągnęła w stronę przeciwną do stojącej nieopodal dziewczyny.
- Co ty robisz? – zapytał zdezorientowany Arek biegnąc za Kim.
Dziewczyna pokazała palcem na toalety publiczne. Chłopak zrobił tylko zdziwioną minę, ale nie przestawał biec. Kiedy dobiegli do wskazanego przez nią miejsca, Arek wydawał się być już zupełnie wytrącony z równowagi.
- Kurczę, co ja mam cię popilnować jak robisz siku?! – zapytał zgięty w pół, podpierając się na kolanach.
- Nie cwaniaczku. Ty pierwszy – odparła wpychając go do kibla.
- Ej, ej! Tak to ja się nie baawię! – rzucił chcąc wyjść, jednak Kim ujęła jego dłoń w swoją rękę i położyła na swojej piersi. Chłopak nie był w stanie nic wykrztusić, tylko wpatrywał się w nią brązowymi oczami. Dziewczyna podniosła nogę do góry i postawiła na sedesie, ściągając w między czasie majtki i rajstopy, a Arkowi opuszczając spodnie.
- Kim, proszę przestań… - zaczął wcale się nie opierając jawnemu gwałtowi. – Ja mam dziewczynę… - dodał, ale przestał kiedy Kim ujęła jego członka w dłoń i przysunęła do swojej szparki. Kiedy dziewczyna jednym ruchem ręki odsunęła bluzkę, obnażając swoje piersi chłopak machinalnie zaczął ją posuwać. Nie mógł się jej oprzeć, co chwila dotykając jej cycków.
- Ohm… Dobrze prawda? – zapytała Kim z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
- Jej… Bardzo – odparł z przymkniętymi oczyma, lekko pojękując. Kiedy Kim poczuła, że Arek zaczyna dochodzić, szybko z niego wyszła, zakładając majtki i rajstopy i poprawiając spódniczkę.
- Co jest? – zapytał lekko zaskoczony.
- Nic nie ma – odparła przypalając papierosa i zaciągając się jego dymem. – Żałujesz? – zapytała patrząc na minę chłopaka zapinającego pasek.
- Nie… Tak… Nie wiem… - odparł załamany. – Boże co ja najlepszego zrobiłem. Przecież ja ją kocham!
- Pieprzysz nie kochasz. Widzisz? To jest właśnie twój dowód miłości. Mężczyźni nigdy się nam nie oprą. Kiedy widzą jakąś szparę to już nie wasz mózg myśli, a on – powiedziała wskazując krocze chłopaka. – Opierałeś się do czasu kiedy rozchyliłam nogi, czyż nie? Wiedziałam, że nawet taki skromniś jak ty, będzie chciał mnie posunąć.
- Wiesz co? Ty… Ty jesteś zwykłą kurwą. Ja kocham swoją dziewczynę. I… i wiesz co? To ty mnie tu zaciągnęłaś. Ja nie chciałem cię przelecieć!
Kim wybuchnęła śmiechem.
- Taak? A co przed chwilą zrobiłeś? – zapytała z drwiącym uśmiechem. – I licz się ze słowami, bo chyba nie chcesz, żeby twoja panna się o tym dowiedziała, prawda?
- N-n-n-nie zrobisz tego! – powiedział lekko zdruzgotany.
- Kto tak powiedział? – zapytała rzucając peta na podłogę i przygniatając go butem. Rzuciła mu ostateczne spojrzenie po czym wyszła z WC. Szybkim krokiem udała się w stronę dziewczyny Arka siedzącej na ławce i przeglądającej jakiś magazyn. Stanęła przed nią, oglądając się na Arka, który szedł za nią ze łzami w oczach. Dziewczyna podniosła głowę do góry patrząc na nią z lekkim zdziwieniem.
- Eee? Mogę w czymś pomóc? – zapytała.
Kim wyrwała się z zamyślenia i rzuciła tylko:
- Twój chłopak tam jest. – wskazała na niego, po czym odeszła szybkim krokiem. Skierowała się w stronę hotelu, który kiedyś bywał jej ‘domem’. Wchodząc do recepcji rozpoznała młodego boya hotelowego, który kiedyś był jej ofiarą. Stanęła przed nim lekko chrząkając.
- W czym mogę pomóc? – zapytał odruchowo. Kiedy spojrzał na Kim, oczy zrobiły mu się wielkości spodków. – Kim?! Mój Boże, Kim co ty tu robisz?!
- Uspokój się Mati – powiedziała poważnym głosem. – Chcę pokój na 4 dni.
Chłopakowi ręce trzęsły się niemiłosiernie, ale wybrał odpowiedni pokój przyjmując pieniądze i podając klucz dziewczynie. Gwizdnął na jakiegoś chłopaka przy windzie i wskazał mu na walizkę dziewczyny. Ta zamknęła torbę i poszła pod skierowany pokój. Wzięła szybki prysznic i przebrała się w jakieś jeansy i bluzę. Wyszła z hotelu kierując się w stronę starówki. Tak dawno tu nie była… Kiedy popatrzyła na ławkę obok dużego, aczkolwiek bardzo starego drzewa, coś mocno ją ścisnęło ją w okolicach piersi. Oderwała wzrok od tego miejsca i skierowała się do kwiaciarni. Kupiła dwie znicze i powoli udała się na cmentarz Powązki. Przechodząc alejami widziała bardzo wiele osób płaczących, lub siedzących w bezruchu przy grobach. Doszła do końca jednego z sektorów i doszła do samego końca gdzie pod koronami drzew zza ogrodzenia znajdował się grób, bardzo zaniedbany i mały. Pochyliła się wyjmując z kieszeni chusteczkę i wycierając blat nagrobka. Epitafium było już niewidoczne, ale uświadomiła sobie, że raczej i tak nic teraz nie poradzi, więc zapaliła tylko znicz. Usiadła na ławeczce i ukryła twarz w dłoniach. Przypomniała sobie jego uśmiech jako reakcję o
tej wiadomości… Bardzo chciałaby cofnąć czas, ale niestety już się nie da. „Nie będę wracać do tamtych chwil” – pomyślała stanowczo starając się wstać i stąd odejść, ale czyjaś ręka na jej ramieniu ją powstrzymała. Wiedziała czyja ręka. Szczerze mówiąc, od początku wiedziała, że on tu jest.
komentarze [77]ROZDZIAŁ 12 >> poniedziałek, 2 kwietnia 2007 17:59:50
EDIT Z DNIA 21.04.2007
Siema. Więc tak -
nie przestaję pisać opowiadania - bynajmniej napewno nie teraz. Jednak chwilka przerwy dobrze mi zrobiła, bo nie wiem co, ale coś dziwnego się ze mną działo. Nowa nota powinna pojawić się w najbliższym czasie, narazie jest w produkcji :]. Cóż - debile się zdarzają i to często wśród fanów TH, ale zupełnie nie miałam na myśli tego, że ktoś skrytykował moje opo i dlatego je kończę! Musiałabym być naprawdę pojebana. W każdym razie chodziło mi o to, że są takie puste i prostackie fanki, które zrobią wszystko dla TH. Ostatnio czytałam taki raoprt, gdzie 12 letnia dziewczyna na swojej klatce piersiowej [inaczej nie umiem nazwać cycków jakby ktoś 2 razy na deskę napluł] napisała "kocham Toma" i była wstanie dać dupy choćby komuś z ekpiy TH. Żałosne, poprostu żałosne. Ale ogólny powód zfiniszowania opa leżał gdzieś indziej. Nie będę się zwierzać, bo co Was to:-). I powtarzam:
Ci, kótrzy chcą być powiadamiani, niech wpiszą się do księgi gości. [;-* za komentarze]
Witajcie Czytelnicy:D Już napisałam tę nową część, bardzo przepraszam,
że musicie coraz dłużej czekać, ale naprawdę, albo nie mam czasu, albo natchnienia -.-' [by egocentryczk-a ;*]. Hmmm. Troszkę odświeżyłam moich ulubionych. Zastanawiam się nad zmianą avatara. Szablon nowy też by się przydał... Pomyślę jeszcze nad tym. Jak widzicie - dodałam sondę. Proszę, oddawajcie na nią głosy, bo zostanie ona tutaj do części 14, którą zacznę pisać, tak jak Wy w większości wybierzecie. I kolejna nowość^^ - Ci którzy chcą być powiadamiani, niech wpiszą się do księgi gości. Nie będę powiadamiać [od następnej części] nikogo, kto się do niej nie wpiszę. Tym razem część dedykuję blogowi www.gustav-th-opo.mylog.pl, za którym wprost przepadam xD. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze [przymykam oko na to, że połowa to powiadomienia - w końcu sama tego chciałam xP] i widzę, że poprzednia część wielu Czytelnikom się nie spodobała. Muszę przyznać, że mi też. Napisałam ją dla moich romantyczek, które lubią takie klimaty:). W nagrodę część o nieco innym zabarwieniu. Zapraszam do czytania.
Kim siedziała za barem i nalewała kolejnego drinka pijanemu businessmanowi, który łapczywie spoglądał w jej dekolt. Przypomniała sobie Stevena – wysoki, tajemniczy, ciemnej karnacji czterdziestolatek. Miał w sobie „to coś”. W łóżku był bardzo doświadczony i wiedział co dać kobiecie. Mimo różnicy wieku, świetnie się dogadywali. Spotykali się przez miesiąc (co wcale nie znaczyło, że w tym czasie dziewczyna zerwała kontakty damsko-męskie z innymi facetami) i było naprawdę fajnie. Niestety ich przelotny romans skończył się bardzo żałośnie. Tak żałośnie, jak nigdy w całym życiu Kim. Dobrze pamiętała moment, kiedy w jego wypasionym domu, w jego wypasionym łóżku się kochali. Dobrze pamiętała również moment, kiedy drzwi sypialni się otworzyły. Nigdy nie zapomni wzroku małej, przerażonej dziewczynki, która stała z misiem w ręku i patrzyła na oboje w trakcie stosunku.
- Tatusiu, co robi ta pani robi z tobą w łóżku? – zapytała ze łzami w oczach. – Gdzie jest mamusia?
To była druga z najgorszych sytuacji, w jakich się znalazła w swoim marnym życiu.
- Wyjdź stąd natychmiast Mia – powiedział Steven.
Spojrzała z pogardą na siebie i na Stevena. Jak mogli to zrobić? Jak ONA mogła to zrobić? Właśnie zniszczyła życie normalnej, kochającej się rodziny. Wyszła z mieszkania i nigdy więcej nie widziała się potem ze Stevenem.
Wyrwała się z otępienia, kiedy jakiś nieznajomy blondyn lekko dotknął jej dłoni.
- Podasz mi wreszcie tę wódkę, czy nie? – zapytał z uśmiechem i typowo francuskim akcentem.
- Jasne. Czysta? – zapytała monotonnie.
- Naturalnie – odpowiedział nieznajomy. Miał niebieskie tęczówki i blond włosy. Jego słodki uśmiech obnażał śnieżnobiałe zęby. Miał na sobie niebieski t-shirt wspaniale komponujący się z twarzą. „Ciekawe jaki jest w łóżku…” – mimowolnie nasunęło jej się na myśl. Cóż, nie kochała się od pamiętnej nocy z Tomem. „Rany, to już tydzień!” – pomyślała niedowierzając. Blondyn miał słodki uśmiech i zachęcające spojrzenie. W wyobraźni już widziała go w akcji. Na pewno nie jest prawiczkiem, co do tego była pewna. „Właściwie, czemu nie? – pomyślała. – Przecież nie kocham Billa – dodała w myślach pewnie. – Ostatecznie mógłby zostać moim przyjacielem, ale na pewno nie partnerem w łóżku! – pomyślała i się wzdrygnęła.
- Heh, więc jak masz na imię? – zapytała z tajemniczym uśmiechem.
- Juan – powiedział chłopak i wypił do dna. – A ty, piękna?
- Kim – powiedziała, czując, że stoi na dobrym gruncie. – Nudzisz się dziś wieczorem?
- Bardzo – powiedział przeciągając sylaby. – Masz coś do zaoferowania?
- A i owszem – powiedziała ściągając z siebie biały fartuch. – Chcesz iść do mnie?
- Jak najbardziej – powiedział rzucając na ladę 10 euro i podążając za dziewczyną. Kim wzięła kurtkę z wieszaka obok i oboje wyszli z pubu. „Jak to dobrze, że nie zgodziłam się Billowi po siebie przyjść!” – myślała, dziękując Bogu. W drodze do domu dziewczyny, Juan opowiedział, że przyjechał na wakacje do jakiejś ciotki i chciał poznać jakąś fajną dziewczynę.
- Napijesz się czegoś? – zapytała Kim rzucając kurtkę w kąt. – Bo ja wolałabym od razu przejść do rzeczy – powiedziała uwodząco wchodząc na górę i zrzucając części garderoby na schody. Juan wchodził za nią i patrzył z podziwem, sam pozbywając się powoli okrycia wierzchniego. Kiedy weszli do sypialni Kim pozostała już tylko w czerwonych stringach i seksownym staniczku, a chłopak w bokserkach. Jego męskość sterczała, wyraźnie pokazując wybrzuszenie na jego majtkach. Spojrzała w to miejsce pożądliwym wzrokiem.
- Wiesz, jednak się czegoś napiję – powiedziała chcąc jak najdłużej trzymać chłopaka w napięciu. Zeszła z góry i paznokciem prawej ręki przejechała po jego torsie.
- Mrau… Mrau… - mruknęła zachęcająco. – Chodź do swojej koteczki – powiedziała i podążyła w stronę kuchni. Juan szedł za nią nie spuszczając wzroku z jej pupy. Kim dobrze wiedziała, że strasznie go podnieca. Nalała sobie do szklanki jakieś wino, po czym wodząc językiem po szkle spiła napój. Juan podszedł do niej i odpiął jej stanik. Piersi dziewczyny sterczały jak dwie brzoskwinie. Chłopak złapał ją jedną ręką za jej brodę i zlizał wino z jej ust. Po chwili dziewczyna siedziała okrakiem na blacie, a język Juana wodził po jej szyi. Dziewczyna pomrukiwała z zadowoleniem, raz po raz zahaczając ręką o jego bokserki. Po chwili poczuła język chłopaka na swojej piersi i potem coraz niżej. Kiedy dojechał do podbrzusza, powoli ściągnął z niej ostatnią część bielizny. Wsunął się jej między nogi dotarł do czułego punktu kobiety.
- Wszyscy… wszyscy Francuzi lubią… Ohm…. Sex… Tak… oralny? – zapytała Kim pojękując, kiedy wsadzał język do jej ciasnej szparki.
- Wszyscy – powiedział z uśmiechem wsuwając język tak głęboko, że Kim krzyknęła w spazmie rozkoszy. Chłopak spił z niej wszystkie soczki, po czym zaniósł ją na górę, kładąc na łóżko. Po pół godzinie zrobili to jeszcze raz. Kim usiadła okrakiem na jego „przyjacielu” i wodząc biodrami słuchała coraz głośniejszych pojękiwań. Kiedy poczuła, że on dochodzi, szybko z niego wyszła i położyła się obok.
- Se porter comme un charge* – powiedział chłopak dysząc ciężko.
- Ja też – powiedziała z uśmiechem wstając z łóżka i idąc w stronę łazienki. Wzięła szybki prysznic i sprawdziła godzinę. Była 1:00 w nocy. Kiedy wyszła z łazienki zobaczyła, że chłopak już śpi. Sama nie czuła się sennie, więc zeszła na dół i zaczęła czytać „Dziesięć Murzynków”. Spojrzała na schody, na których walała się jej i Juana odzież. „Kurde, ależ ci Francuzi mają powera! – pomyślała i zaczęła rozmyślać. – Od Toma z pewnością był lepszy… A ciekawe czy od Billa też” – dodała w myślach. Oparła głowę na tyle fotela i zasnęła.
Szła wąskim korytarzem, który był zupełnie czarny nie licząc malutkiej świeczki płonącej na suficie. W najciemniejszym jego rogu stała zielona lampka, która świeciła dziwnym, jasnym światłem. Po prawej stronie były lekko uchylone drzwi. Podeszła bliżej i zaczęła lekko i cicho je otwierać. Czuła się bardzo dziwnie, jakby już kiedyś tu była, ale to nie było nic w rodzaju deja vu. Miała straszne uczucie, jakby nic w życiu nie miało już jej cieszyć. Kiedy drzwi były już zupełnie otwarte, zobaczyła stół porodowy. Obok niego krzątali się jacyś lekarze, nikt nie zwracał na nią uwagi. Więcej – nikt jej nie widział. Podeszła bliżej. Kobieta, która leżała na stole miała na twarzy zawiązaną czarną chustkę. Jej nogi rozłożonego były na żelaznych poręczach, a jeden z lekarzy stał pomiędzy nimi. Po chwili Kim usłyszła rozdzierający krzyk owej kobiety. Chustka zawiązana na twarzy się zsunęła. Kim za wszelką cenę chciała zobaczyć kim była ta kobieta. Podeszła jeszcze bliżej. Nie mogła nic zobaczyć, bo pomieszczenie nagle wypełniła biała mgła. W głowie poczuła palące poczucie winy. Twarz kobiety – cała czerwona, oczy bardzo przerażone, a ręce dziwnie się trzęsły. Patrzyła na Kim. Dziewczyna trzymała się za serce, a jej oczy wypełniły palące łzy. Po chwili lekarz wyjął spomiędzy jej nóg jakieś malutkie zawiniątko i włożył do srebrnej miseczki. Kim krzyknęła przeraźliwie, upadając na kolana.
- Kim, co ci jest!? Kim! Obudź się do jasnej cholery! – krzyczał ktoś lekko uderzając ją w policzek. Dziewczyna otworzyła nieprzytomnie oczy. Po jej twarzy spływały strużki potu, a przed oczami wciąż miała scenę z nią samą. Dopiero po chwili zorientowała się, że postacią, która przed nią siedzi jest Bill.
- Dziewczyno, co ci się stało!? – zapytał przerażony.
- Ja… Ja… - jąkała się usiłując powstrzymać drgawki. – Ja muszę gdzieś iść – powiedziała i poczuła, że w buzi ma tak sucho, że język klei się do podniebienia. – Wody – wyszeptała tylko, po czym wysunęła głowę za fotel i zwymiotowała się na dywan.
- Boże, Kim co ci jest? – zapytał chłopak, podając jej wodę. – I gdzie ty chcesz w takim stanie iść?! Trzeba zadzwonić po lekarza!
- Nie! – krzyknęła przeraźliwie. – Błagam, nie dzwoń, nic mi nie jest – powiedziała trzęsąc się po całym ciele. – Ja chwilkę tylko odpocznę – powiedziała kładąc obolałą głowę na oparcie. Bill wstał i po chwili przyniósł mokry ręcznik kładąc go na czole dziewczyny.
- Jak się tu znalazłeś? – zapytała nie otwierając oczu i przytrzymując go na czole.
- Jak zwykle nie zamykasz drzwi – powiedział siadając obok niej. – No więc? Co się stało?
- Hmm. Ty tak zawsze sobie wchodzisz do czyjegoś mieszkania na legala, bo drzwi są otwarte? – zapytała zsuwając ręcznik z głowy.
- Czasami – powiedział chłopak. – No więc?
Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie. „W życiu mu nie powiem. Nawet nie ma mowy” – pomyślała pewnie.
- Miałam koszmar – powiedziała zdawkowym tonem. – A co cię to tak interesuje?
- Nic, tylko wiesz… Myślałem, że od poprzedniego ranka coś się zmieniło – powiedział znacząco.
- Otóż nie. Nic się nie zmieniło. Nic – powiedziała podnosząc ton przy słowie „nic”. Chciała jeszcze coś dodać, ale poczuła coś dziwnego w swoim brzuchu. Szybko wstała z łóżka i pobiegła do łazienki zrzucając po drodze swój szlafrok, co ukazało seksowną bielizną. Bill zrobił z lekka zdumione oczy, po czym usłyszał tylko nieprzyjemny plus czegoś do sedesu. Dziewczyna puściła do kibla malowniczego pawia, po czym dokładnie umyła zęby. Kiedy wyszła z łazienki zobaczyła Billa, który robił śniadanie.
- Skąd wzięłeś bułki? – zapytała lekko zdziwiona wciąż w samej bieliźnie. – Nie przypominam sobie, żebym kupowała.
- Kupiłem w drodze do ciebie – powiedział bezczelnie wpatrując się w co ciekawsze części ciała dziewczyny.
- Aha – powiedziała inteligentnie. – W takim razie idę się ubrać.
Bill kiwnął głową i udał, że sprawdza datę ważności na białym serze. Kim spojrzała na jakiś materiał po prawej stronie Billa. To był… jej stanik. Starając się nie wydawać na zmieszaną podeszła w stronę chłopaka i ukradkiem wzięła w rękę jej własność.
- Nie musisz chować – powiedział chłopak bez cienia zmieszania. – Już go widziałem. Bardzo ładny.
Dziewczyna otworzyła usta, ale z powrotem je zamknęła, nie znajdując odpowiedniego tłumaczenia. Lekko zaskoczona, udała się z stanikiem w ręku w stronę schodów i widząc ubrania Juana, zakryła usta ręką. Zaczęła chaotycznie zbierać je ze schodów, nie wiedząc, że Bill dokładnie ją obserwuje. Kiedy była już na górze, rzuciła ubrania w kąt i pędem wpadła do sypialni. Chłopak spał sobie w najlepsze.
- Juan! – szepnęła trzęsąc chłopakiem. – Juan obudź się, błagam! – dodała dramatycznie.
Chłopak otworzył jedno oko i uśmiechnął się szeroko.
- Chcesz coś powtórzyć? – zapytał zupełnie głośno łapiąc ją za rękę.
- Nie chcę niczego powtarzać idioto! Wstawaj natychmiast i błagam cię bądź cicho! – powiedziała rzucając w niego ubraniami. – Masz tu siedzieć, nie wstawać, nie mówić, nie oddychać – powiedziała zakładając w biegu top. – Usłyszę jeden dźwięk… - pogroziła palcem i poszła na dół. Bill siedział bez żadnego skrępowania przy stole i jadł śniadanie.
- Zjesz ze mną? – zaczął z dziwnym uśmiechem.
- Mogę – powiedziała siadając naprzeciwko niego. Chłopak był zupełnie wyluzowany i nie widać po nim było żadnej konsternacji. Zajadał właśnie bułkę z twarożkiem popijając ją colą.
- To jest niezdrowe – powiedziała Kim.
- No coś ty – powiedział popijając duży łyk. – Ja lubię NIEZDROWE rzeczy.
- Wiesz… Nie wiem co sugerujesz tym całym śniadaniem, ale nie wydaję mi się to ani trochę zabawne. Wręcz przeciwnie. Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytała odkładając bułkę i podpierając się rękami. – Zamieniam się w słuch.
Chłopak popatrzył na nią podnosząc brwi do góry i robiąc minę w stylu nie-no-ona-niczego-nie-rozumie.
- Od czego by tu zacząć? – powiedział przerzucając się na złośliwy ton. – Po pierwsze: jestem przekonany, że w tym domu jest jeszcze ktoś poza mną i tobą. Po drugie: nie widzę, żebyś była skora mi go przedstawić, po trzecie: w jakim celu powiedziałaś wczoraj… sama wiesz – dodał z lekkim zakłopotaniem. Dziewczyna milczała przez jakiś czas jedząc kanapkę. Bill nie odrywał od niej wzroku i jak widać oczekiwał wyjaśnienia. Kim skończyła jeść i wytarła ręce. Spojrzała na Billa.
- Więc… - zaczęła patrząc w swoje dłonie. – Masz rację. Ktoś jeszcze w tym domu jest.
Chłopak mimowolnie podniósł brwi do góry i zrobił minę w stylu a-nie-mówiłem.
- Cieszę się tylko, że nie jest to Tom – powiedział z lekkim rozgoryczeniem. – Tego już bym nie zniósł.
- Rzeczywiście nie jest to Tom – potwierdziła dziewczyna. – A co do wczoraj… To było pod wpływem emocji. Wiesz… Nie jesteś mi całkiem obojętny – powiedziała stając od stołu. – Uważam, że jesteś wart świetnej dziewczyny, która będzie cię kochać.
Bill zrobił z lekka zdumioną minę, ale jej nie przerywał oparłszy się o oparcie krzesła.
- Ja… - zająkała się Kim nie widząc jakiego określenia użyć. – Jestem dla ciebie nieodpowiednia. Poza tym… Jest coś, co… - zaczęła i poczuła się bardzo źle. – Co jest dla mnie ogromnym ciężarem. Bardzo ogromnym. Zrobiłam coś… Coś strasznego – powiedziała i poczuła, że pod powieki napływając łzy żalu. – Jestem potworem – dodała i podążyła na górę. Bill siedział oszołomiony i nic z tego nie zrozumiał. Chciał pobiec na górę za dziewczyną, ale w tym momencie z góry zszedł jakiś chłopak. Wybiegł z mieszkania, nic nie mówiąc. Bill poczuł w sercu ogromny ból.
Kim siedziała na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Już nie płakała. Jej serce rozdarła taka gorycz, że nawet łzy nie potrafiły tu już nic pomóc. Wstała i kopnęła w drzwi szafy, które jak na komendę się otworzyły. Wyciągnęła z niej czarną walizkę i wrzucała byle jak rzeczy. Po kilku minutach uznała, że wystarczy i usiadłszy na walizce zaczęła ją zamykać. Kiedy schodziła po schodach Bill siedział przy stole oparłszy brodę na rękach.
- Bill dziękuję ci za śniadanie – powiedziała ciągnąc byle jak walizkę.
- Gdzie ty się wybierasz? – zapytał wstając.
- A co cię to obchodzi?! – przybrała charakterystyczny dla niej głos.
- Oczywiście, jak zwykle kiedy coś się dzieję, ty dajesz nogę – powiedział chłopak z ironią.
- A co się dzieję?! Przecież wszystko jest w najlepszym porządku! – powiedziała Kim, podnosząc lekko głos.
- Przecież widzę, że coś cię bardzo dręczy. Od problemów nie uciekniesz - powiedział Bill idąc w jej stronę.
- Nawet jeśli, to nie twoja sprawa – powiedziała przeciągając sylaby. – A teraz proszę, wyjdź już.
Chłopak zrobił minę jakby chciał jeszcze coś dodać, ale się wycofał. Udał się w stronę wieszaka i zabrał swoją kurtkę. Wychodząc zatrzymał się na chwilę i odwrócił się w jej stronę. Popatrzył na nią jakby chciał powiedzieć coś ważnego, ale rzucił tylko krótkie ‘cześć’ i wyszedł. Kiedy drzwi się zamknęły, Kim oparła się o ścianę i przez chwilę waliła w nią czołem. Bardzo chciała, żeby wszystko potoczyło się inaczej. Ale czasu niestety nie da się cofnąć – z tą myślą udała się w stronę drzwi. Wzięła kurtkę i klucze z wieszaka. Ciągnąc za sobą walizę, zamknęła drzwi i udała się w oświetloną jasnym słońcem uliczkę.
komentarze [113]ROZDZIAŁ 11 >> wtorek, 20 marca 2007 23:09:57
Kochani! Przepraszam, że tak długo nie było owej części, ale zupełnie nie miałam czasu! Zapisałam się na kilka dodatkowych zajęć, co zupełnie poświęciło ostatki mojego wolnego czasu. Jutro pierwszy dzień wiosny [inni postrzegają do jako dzień wolny] także postanowiłam dodać dziś tę część choćbym miała ją pisać niewiadomo ile. Być może byłaby już wczoraj, ale niestety zasnęłam przy klawiaturze kompa! Wiem, jest ze mnie łom. Obudziłam się o 3:00 nad ranem z głową na klawiszach. Cóż jeszcze? Ah, autorkę bloga www.a-mi-rybka-tokio-hotel.mylog.pl proszę o dodanie do fav, bądź usunięcie ograniczenia dla osób, które nie są w jej ulubionych, bo nie mogę wejść na Twojego bloga. Dalej, Sussa bardzo mi miło, że interesujesz się moim opowiadaniem, ale z powodu braku adresu Twego bloga, nie mam jak Ci odpowiadać. To samo tyczy się Ines i Biedronnnny ;)
Poza tym, część dedykuję blogowi www.instinct-of-murderer.mylog.pl , ponieważ opowiadanie jest tak intrygujące i doskonałe, że samo mnie to zadziwia. A! Ogromne DZIĘKUJĘ wszystkim tym, którzy skomentowali mi ostatnią część. Nie mam na myśli spamów :D Howgh ;-* i zapraszam do lektury.
Kim sama nie wiedziała dlaczego tak łatwo poddała się Tomowi. Czasami wydawała się być taka prosta. Sama o sobie nie miała najlepszego zdania, choć w życiu nie przyznałaby się o tym nikomu, mężczyźnie tym bardziej. W jej genach tkwiła nuta feminizmu. Możliwe, że to nie tylko geny o tym zadecydowały, ale też wydarzenie z wcześniejszych lat. Kim do dziś zdarza się budzić w nocy z krzykiem. Te koszmarne sny nie chcą jej dać spokoju, choć ciągle sobie wpaja, że to już przeszłość. Stojąc po środku swojego salonu, jeszcze z dłonią Toma na jej tyłku, uderza ją niedorzeczność sytuacji. Bill przygląda się tej scenie wyraźnie zdziwiony, natomiast Tom, nie widzi w tym wszystkim nic złego.
- Ekhm… - zaczęła Kim odchodząc od Toma. – Tom przyszedł – dodała zdawkowo.
- Zauważyłem – odparł chłodno Bill, rzucając mu pogardliwe spojrzenie. – Widzę, że zdążyliście się przywitać – powiedział ironizując.
- Bill, a coś ty taki nie w humorku? – zapytał Tom szczerząc się. – Wiesz, jest mu głupio, że na tyle razy co się spotkaliście, ani razu cię nie posunął – dodał bezczelnie w stronę Kim.
Dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego, ale wcale jej to nie zdenerwowało. Poczuła nagle taką obojętność na to co się dzieję, że nawet ją samą to zdziwiło. W przeciwieństwie do Billa. Podszedł do Toma i złapał go za ubranie.
- Jesteś ostatnią ciotą – powiedział do brata.
- Ja jestem ciotą?! Ja?! Nie mój problem, że nie potrafisz przelecieć jakiejś lali ot, tak – powiedział obcesowo. Bill zdawał się nad czymś zastanawiać, aż w końcu powiedział:
- Bo ja nie traktuję kobiet jak szmaty, które służą tylko do zerżnięcia.
Na chwilę zamurowało wszystkich i zapanowała dziwna cisza. Kim postanowiła przejąć inicjatywę starając się brzmieć spokojnie.
- No więc… - zebrała się na odwagę i rozpoczęła monolog. – Posłuchajcie. Szczerze mówiąc gówno mnie obchodzą wasze sprawy. Po prostu sram na to. Nie rozmawiałam z żadnym z was normalnie odkąd się poznaliśmy. Jeżeli tak poznajecie panny to się nie dziwię, że jakoś nie macie zbytnio przyjaciółek. Nie licząc oczywiście tych, które przelecieliście. Zapewne ja należę do tego grona, przecież Tom mnie już zaliczył. Ale przecież Bill jeszcze nie zdążył… - mówiła ciągle Kim, a bliźniacy słuchali jej w lekkim osłupieniu. W jej głosie zdawało się słyszeć już sarkazm i ironię. – Co tak patrzycie? Nawet nie wiecie jak współczuję tym dziewczynom… Ale dość o tym. Nie chcę żebyście myśleli, że się obraziłam. W żadnym wypadku. Rozumiem, że macie takie charaktery. W końcu ze mną też nie każdy lubi przebywać – mówiła wciąż, podnosząc już nieco głos. Żyła na jej skroni raz po raz drgała niebezpiecznie. Chłopaki stali zdziwieni. Nagle zaczęli mówić chaotycznie, jeden przez drugiego:
- Ale to nie tak…
- Przecież wiesz, że tak nie jest…
- Ja nigdy nie wykorzystywałem dziewczyny! – zaparł się Tom. Kim parsknęła śmiechem.
- Oczywiście Tom – powiedziała z sarkazmem. – Dosyć tego – dodała widząc minę Billa. – Powiecie mi wreszcie co kombinujecie czy dalej będziecie mnie uważać za chorą psychicznie?
Chłopaki sprawiali przez chwilę wrażenie jakby nie za bardzo wiedzieli o co chodzi. Kim pomyślała, że to kolejny etap ich planu omotywania dziewczyn.
- A co konkretnie masz na myśli? – zapytał Bill udając lekkie zaciekawienie, choć w głębi duszy wiedział o co chodzi Kim.
- A o to, że jakoś nigdy nie widziałam żadnego z was dwóch na kółku teatralnym – powiedziała patrząc to na Billa to na Toma. – Nie widziałam też, żeby jakikolwiek chłopak chodził sobie w turbanie na głowie. No chyba, że chciałby się przed czymś, a może raczej przed kimś ukryć… - zatrzymała się na chwilę. Kiedy chłopaki nadal nie odzywali się, udając że nic nie rozumieją dziewczyna podeszła do Billa. Stanęła 2 cm przed jego twarzą i spojrzała mu [po raz pierwszy] w oczy. Jedną rękę włożyła do jego kieszeni ciasnych spodni. Przez chłopaka przelała się fala gorąca. Z początku nie rozumiał co się dzieję, dopóki Kim nie wyciągała z kieszeni jego komórki.
- Co jest? – zapytał zbity z tropu Tom. – Masz zamiar się z nim teraz pieprzyć?
Dziewczyna uśmiechnęła się i pokręciła głową stukając w klawiaturę telefonu chłopaka. Bill domyślił się o co chodzi. Spróbował wziąć telefon, ale dziewczyna odsunęła się za sofę. Po chwili przeczytała na głos:
- Bill macie szczęście, sesja do tego beznadziejnego pisma odwołana. Ubłagałem ekipę i macie wolne. Ale w przyszłym tygodniu macie trochę więcej roboty – zakończyła i spojrzała po chłopakach, którzy rzucili sobie ukradkowe spojrzenia – dalej będziecie to przedemną ukrywać?
- Eee… No dobra Kim. Masz prawo o tym wiedzieć – zaczął Tom. Bill nie wykazywał żadnej inicjatywy. – No głupio nam o tym mówić, bo nie spotkaliśmy do tej pory dziewczyny w naszym wieku, która by nas nie znała… - mówił, a Kim patrzyła na niego ze zdziwieniem. – Heh – zaśmiał się – razem z Georgiem i Gustavem tworzymy zespół rockowy.
Przez chwilę, w domu zapanowała cisza. Bill udając niewiniątko stał miętosząc skrawek ubrania.
- Yhym – powiedziała zwięźle. – Jak się nazywacie?
- Tokio Hotel – powiedział wreszcie Bill.
- No dobra – powiedziała po krótkim namyśle – idziemy do was na chate. Chcę poznać bliżej Georga i Gustawa. No i wasze piosenki.
Chłopaki kiwnęli głowami i cała trójka szła już do domu bliźniaków. Wchodząc do salonu ich domu, Kim ogarnęło niemiłe wspomnienie z ostatniego jej tu pobytu. Przypomniała jej się kłótnia z Billem. Zaczęła rozmyślać nad tym, dlaczego on ma taki dziwny charakter. Właściwie nie miałaby nic przeciwko temu, żeby się zaprzyjaźnili. Ale bez przesady. Ostatecznie to chyba pierwszy chłopak, którego nie zaliczyła przez taki długi okres znajomości. Z rozmyślań wytrącił ją Tom:
-…, to jak Kim? – padło pytanie.
- Słucham? – zapytała podnosząc wzrok. – Zamyśliłam się.
- Mówiłem Billowi, że możesz u nas zanocować, jeśli nie miałabyś co robić u siebie i jakbyś chciała – powiedział Tom i napił się wody mineralnej z gwinta.
- Tom, aleś ty obrzydliwy – powiedział Bill, wyrywając wodę. – Nie wiesz co to szklanka?
- Nie. I daj se siana. Kim, odpowiesz wreszcie?
Kim spojrzała na bliźniaków. Zaczęła coś sobie uświadamiać. „Czyżby oni próbowali coś mi udowodnić? – pomyślała. – Tom – robi z siebie luzaka. Bill - … stara się zachować kulturę.”
- Jasne – powiedziała w odrętwieniu. – Chcę mi się pić.
Wcale jej się nie chciało. Musiała wyjść do kuchni żeby odetchnąć. Stanęła nad zlewem i napiła się kranówki. Poczuła się głupio. Być może tym dwóm chłopakom na niej zależy, a ona sama nie potrafiła się nimi zainteresować. Nie mogła zrozumieć, dlaczego każdego chłopaka traktuje jak potencjalną maszynkę do zaspokajania potrzeb cielesnych.
- Daj spokój – usłyszała za sobą głos Billa. – Mamy jakiś sok.
- Eee… Wiesz, dzięki jakoś nie przepadam za sokami – skłamała.
Bill spojrzał na nią uważniej.
- Zaraz będzie tu Gustav i Georg – poinformował wchodzący do kuchni Tom. – Powiedzieli, że bardzo się cieszą, że wreszcie uda im się ciebie bliżej poznać – powiedział Tom z uśmiechem, jednak w jego głosie można było usłyszeć sarkazm. – I dodali, że mają procentową niespodziankę – dodał puszczając oko. - Własnej roboty.
- O nie – jęknął Bill. – Po ostatnim razie konsumpcji ich wytworów alkoholowych do tej pory mi się odbija – dodał ze śmiechem.
- Coś ty, nie są najgorsze – powiedział Tom i obaj zaczęli się śmiać. Kim w tym czasie niespostrzeżenie wyszła z kuchni i wtargnęła do [jak pamiętała] pokoju Toma. Nic się tu nie zmieniło. Oprócz jednego. Kiedy się z nim przespała nie zwróciła uwagi na gazety, plakaty i płyty leżące w jego pokoju. Podeszła do półki i przeczytała na okładce płyty – „Zimmer 483”. Przez chwilę się zawahała, po czym włożyła dysk do wieży stereo. Usłyszała „In die Nacht”. Spodobało jej się. Przesunęła kilka piosenek do przodu i z głośników popłynęło „Spring Nich”. „Nie mogę w to uwierzyć, ale ta piosenka jest… jest… No właśnie, jaka ona właściwie jest?!” – pomyślała. Po chwili na swoim ramieniu poczuła czyjąś ciepłą dłoń, która pałała rozkosznym ciepłem. Nie chciała się ruszać, ale przypomniała sobie, że to nie w jej stylu. Odwróciła się i stanęła naprzeciwko Billa. Miał na ustach uśmiech, a w jego oczach migotały radosne iskierki.
- Podoba ci się? – popłynęło z jego ust. „Jest świetna” – pomyślała dziewczyna.
- Nie mój styl, ale nawet niezła – powiedziała głośno.
- Nie ma nic lepszego, jak usłyszeć słowa krytyki od dziewczyny, która nie wielbi nas i naszej muzyki jak Boga – powiedział z nutką ironii. „Ciekawe dlaczego weszła akurat do pokoju Toma…” - pomyślał. Dziewczyna spojrzała na niego władczo. Nie wiedziała skąd, ale miała przeczucie, że znaczy dla niego więcej niż przeciętna dziewczyna. „Bardzo, ależ bardzo dobrze” – pomyślała z zadowoleniem.
- Idziesz na dół? Gustav i Georg już są – oznajmił chłopak i oboje udali się do salonu. Na sofie siedziało dwóch chłopaków i rozmawiało z Tomem. Dziewczyna zaniemówiła.
- Cześć Kim, miło cię poznać – powiedział Gustav wyciągając dłoń i uśmiechając się przyjaźnie. Na chwilę odebrało jej mowę. „Jakie szczęście, nie pamięta!” – pomyślała wyciągając dłoń. Poznała się z Georgiem i zaczęła sobie przypominać noc w berlińskim klubie sprzed pół roku. Wtedy to właśnie spędzała w tym państwie swoje pierwsze dni. Poznała go tam, ale to jasne, że jej nie pamięta przecież był narąbany w trzy dupy! Chyba jej pierwszy niemiecki kochanek. Zaczęła sobie przypominać cokolwiek z tamtej nocy, ale oprócz leżącego na niej Gustava nic więcej nie wydusiła.
- Kim, jesteś tu? – wytrącił ją z rozmyślań Bill.
- Tak – powiedziała nieprzytomnie. – O co chodzi?
Chłopaki popatrzyli na nią z lekkim zdziwieniem, po czym zobaczyła na stole, jak to nazywała – „rudą wódkę”.
- Ho, ho, ho… - powiedziała Kim zacierając ręce. – Można? – wskazała na butelkę.
- Jasne – powiedział Georg. – Nareszcie będę się miał z kim w tym domu napić. Bill i Tom to mięczaki – powiedział śmiejąc się i obrywając od obydwu poduszką. Dziewczyna wlała do szklanki whisky whisky przechyliła szklankę. Przez chwilę zdawało jej się, że w ustach ma papryczkę chili.
- Smakuje? – zapytał Gustav wlewając reszcie.
- Jak cholera – powiedziała zduszonym głosem. Chłopaki zaczęli się śmiać, a potem zaczęła się rozmowa. Po 2 godzinach butelka była pusta. Kim nie czuła żadnych kończyn i siedziała tylko w fotelu starając się nie zasnąć. Poczuła czyjąś dłoń, która ciągnęła ją w górę, a potem tę samą na jej talii. Starała się utrzymać równowagę, ale nie wychodziło jej to zbytnio. Ledwo wtoczyła się po schodach i nie miała pojęcia kto je przez nie wprowadził. Dopiero wchodząc do jakiegoś pokoju uderzyła ją woń perfum, które czuła zawsze kiedy on znajdował się w pobliżu. Jej umysł nie pracował trzeźwo i rzuciła się tylko na łóżko, ciągnąc za sobą Billa. Upadł obok niej i poczuła na swojej twarzy kosmyki jego włosów. Poczuła też coś innego. Jego dłoń na jej twarzy jak i jego oddech, a na koniec subtelny pocałunek w czoło. Poczuła też jak ściągał z niej spodnie. Wiedziała, że jest leży teraz obok Billa w samych stringach i koszulce. Otworzyła jedno oko. Leżał naprzeciwko niej w czarnych bokserkach, odwrócony do niej tyłem. Po chwili zapadła się w czarną otchłań.
Na jego kark i plecy spływały pasma czarnych włosów. Zorientowała się, że już nie jest ciemno. Za oknem, mimo żaluzji widać było wschodzące słońce. Wsunęła ciepłą dłoń pod kołdrę. Objęła go, kładąc dłoń na gołym torsie i patrząc na jego oczy. W pewnym momencie się otworzyły. Odwrócił się w jej stronę i złapał za podbródek.
- Dzień dobry – powiedział wesoło.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry – odpowiedziała czując niemiłosierny ból głowy. – W życiu nie napiję się niczego co wyszło spod produkcji Georga. Bill wybuchnął śmiechem. Spojrzała mu w oczy. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że Bill ma cudowne oczy, mimo rozmazanego makijażu nie tylko na nim, ale też na pościeli.
- Heh, Kim… Chciałbym ci coś powiedzieć – powiedział ostrożnie. – Chyba już na to czas.
Dziewczyna spodziewała się takiego obrotu sprawy, ale nic nie odpowiedziała.
- Wiesz dużo myślałem… - zaczął niepewnie. – I doszedłem do wniosku, że wiele dla mnie znaczysz.
Kim uśmiechnęła się, ale poczuła się głupio. Nigdy nikt jej nic takiego nie powiedział. Poza jednym przypadkiem…
- Jak wiele? – zapytała odsuwając się od niego ostrożnie.
- Bardzo wiele. Cóż – zaciął się na chwilę – ja… chyba cię kocham.
Dziewczynie momentalnie podniosło się ciśnienie. Spróbowała zapanować nad emocjami i zaczęła liczyć zęby. Nie pomogło. Obawiała się jednego pytania, które może zmienić wszystko. Przejęła inicjatywę.
- Bill… - zaczęła, patrząc mu w oczy. – To jest bardzo miłe. Ale chyba sam rozumiesz, że… my nie możemy razem być.
Bill wstał i zaczął się ubierać. Kim zrobiła to samo.
- Nie będę ukrywać, że się tego nie spodziewałem – powiedział zapinając pasek.
- Ale Bill… Posłuchaj – powiedziała podchodząc do niego. – To nie tak, że mam taki kaprys!
Bill prychnął.
- Nie! – powtórzyła. – Nie rozumiesz, że ja też mogę mieć inne uczucia, niż tylko złość, cynizm czy podniecenie?! – powiedziała podnosząc lekko głos.
- Przepraszam – powiedział cicho.
- Tu nie chodzi o jakieś gównowarte przepraszam! Tylko o to, że nikt nie rozumie tego co ja czuję! Myślisz, że mi jest łatwo? Ciągle każdy patrzy na mnie jak na dziwkę… Ten wzrok ludzi jest taki pusty… Beznadziejny – powiedziała starając się powstrzymać przed większymi emocjami. Bill objął ją czule. Nigdy nie doświadczyła takiego miłego gestu, dlatego poczuła się dziwnie. Zawsze jeśli sex lub przytulanie, to tylko szybkie, ostre i z nieznajomym. Tym razem było inaczej.
- Wiesz Bill… - powiedziała w jego objęciach. – ja chyba czuję to samo co ty.
Chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Pójdziemy gdzieś? – zapytał.
- Pewnie – powiedziała wychodząc z jego objęć. – Za 15 minut zaczyna się moja zmiana.
Bill złapał ją za rękę i oboje wyszli z pokoju.
komentarze [73]ROZDZIAŁ 10 >> niedziela, 4 marca 2007 14:29:04
Dziewczyna sprzątała właśnie łazienke, kiedy zadzwonił telefon.
- Tak? – zapytała w słuchawkę.
- Siema. Mogę wpaść? – usłyszała głos Billa. Nieco ją to zaskoczyło, więc wydała pomrukiem swoje zdziwienie.
- Hmm… Czyli zamierzasz udawać, że już o niczym nie pamiętasz? – odpowiedziała Kim pytaniem na pytanie.
- Tak – odparł szczerze Bill.
- W porządku. Przyłaź – powiedziała i rozłączyła się. Dokończyła mycie łazienki i postanowiła sama wziąć prysznic. Bill przyszedł po pół godzinie. Dzrwi były otwarte, więc wszedł sam. W salonie ani w kuchni nikogo nie było, więc postanowił rozejrzeć się dalej. Zauważył, że w łazience pali się światło. Podszeł cicho i złapał za klamkę. Drzwi się otworzyły. Pod prysznicem zauważył dziewczynę. Było mu trochę głupio, tym bardziej, że jeśli dziewczyna go zauważy, będzie miał przejebane i może się pożegnać z tą znajomością. Wycofał się chyłkiem do tyłu, ale niestety nie zdążył. Dziewczyna wyszła spod prysznica i zobaczyła Billa.
- Aaaa! – krzyknęła łapiąc biegiem ręcznik.
- Spokojnie to tylko ja! – odwrzasnął Bill spoglądając na zasłaniającą się skąpym ręcznikiem Kim.
- Tylko ty?! Tylko!? Co ty tutaj robisz zboczona cioto?! – zapytała zamykając kabinę prysznicową.
- Eee… Szukałem cię i wszedłem… - zaczął się tłumaczyć, ale dziewczyna już go nie słuchała, tylko wzięła do ręki natrysk i odkręciła kurek. Bill spojrzał jak jego suche do tej pory rzeczy, ociekają wodą. Zupełnie przesiąknięty zdjął skórzaną kurtkę i t-shirt zostając z gołym torsem. Dziewczyna lekko się zmieszała i patrzyła na niego ze śmiechem.
- Tak ci się to podoba?! Tak? – zapytał drwiąco.
- Tak. Bardzo – powiedziała z uśmiechem Kim. Miała na myśli jego klatę, w przeciwieństwie do Billa. – To jest nauczka. Nie można kogoś podglądać – powiedziała mijając go w drzwiach.
- No co ty powiesz – powiedział z sarkazmem. – Masz jeszcze jakieś ręczniki? – zapytał.
- W półce – odparła z uśmiechem siadając na kanapie w salonie. Po 10 minutach wrócił Bill, już z poprawionym makijażem {bo wcześniej mu się rozmazał} i obwinięty ręcznikami. Kim przyglądała mu się z zadowoleniem. Usiadł naprzeciwko niej.
- Pojebało cię – powiedział patrząc na dziewczynę.
- Nie mnie tu pojebało – powiedziała Kim. – Nie trzeba było wchodzić bez pytania.
- Nie wiem jak można by było z tobą wytrzymać – powiedział udając niedowierzanie. – Twoi przyjaciele mają pecha.
- Nie mam przyjaciół – powiedziała już zupełnie poważnie. Chłopak zrobił lekko zdziwioną minę.
- Jak to nie masz? Przecież przyjaciele są potrzebni! Z przyjaciół masz kupę szczęścia! – powiedział Bill z powagą.
- Yhy. Pewnie. Z przewagą tej kupy – powiedziała Kim z wyraźną dezaprobatą. – Dobra zakończmy – powiedziała gdy Bill już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. – Yyy… Chodzisz z Lizzy? – zadała pierwsze lepsze pytanie, które jej się wyświetliło. Bill zrobił lekki uśmiech, na który leciały wszystkie dziewczyny, które dotąd poznał. Kim spojrzała na niego badawczo.
- Nie – powiedział szczerze, nadal uśmiechnięty. – Spotkaliśmy się tylko. A co? – dodał patrząc na nią z zaciekawieniem. „Jeśli się o to pyta to może…” – pomyślał Bill.
- Nic. Idę do łazienki się wysuszyć – powiedziała wstając. – Tylko nie podglądaj – dodała.
Chłopak spojrzał za nią, a potem sam biorąc ręcznik przetarł głowę. Wstał i chodził po pokoju oglądając rzeczy stojące na półkach. Jego uwagę przykuło małe zdjęcie stojące na komodzie, lekko przykurzone i dosyć stare. Na fotografii uśmiechała się do niego kobieta o pięknej twarzy i długich, lśniących włosach, a obok niej stojący mężczyzna o miłym wyrazie twarzy. Bill wziął zdjęcie delikatnie do ręki i przyglądał mu się, kiedy Kim złapała go za rękę. Wyrwała fotografię i rzuciła do szuflady, a Billa obdarzyła zdenerwowanym spojrzeniem.
- Pozwolił ci ktoś?! – zapytała.
- Nie, ale… Przecież to tylko zdjęcie – mówił zaskoczony jej reakcją. – To twoi rodzice? – zapytał.
- Tak – powiedziała zasuwając szufladę. – Tylko następnym razem się zapytaj jak będziesz coś chciał.
Chłopak patrzył na nią zdziwiony. „Co jest?”- zapytał sam siebie. – „Ona coś ukrywa…” – pomyślał wodząc za nią wzrokiem. Dziewczyna starała się szybko zmienić temat.
- Może byś się wreszcie ubrał? – zagadnęła. – Twoje rzeczy są prawie suche.
- No właśnie – powiedział Bill – Prawie.
Dziewczyna wzruszyła ramionami spoglądając na zegarek.
- Kurwa! – krzyknęła. – Bill ubieraj się natychmiast! – dodała w biegu zagarniając jego rzeczy z grzejników.
- Ale co jest? Tak bardzo chcesz żebym wyszedł?! – zapytał sucho.
- Moi… rodzice przyjeżdżają za 15 minut – powiedziała krzywiąc się lekko.
- Oj, to nie koniec świata. Nie mogę ich poznać? – zapytał ostrożnie.
Mina dziewczyny dobitnie dała mu do zrozumienia, że nie.
- Pospiesz się! – powiedziała schylając się i chcąc złapać za bluzkę Billa, żeby pomóc mu ją założyć, ale złapała za coś innego. Przez dziewczynę przeszła fala gorąca. Nigdy nie spodziewała się, że łapiąc kogoś za męskie narządy zrobi się jej głupio. Przecież to kochała. Zawsze wykorzystywała okazję, żeby móc tylko dotknąć. Chłopak patrzył na nią i - o dziwo – uśmiechał się. Złapał dziewczynę za rękę, którą go dotknęła i zbliżył się na niebezpieczną odległość. Na swojej klatce piersiowej poczuł jej dwie piersi. Poczuł jej nierówny oddech i złapał za włosy. Poczuł jej zapach. Dziewczyna czuła się bardzo dziwnie. Mogła policzyć już każdego włoska na jego twarzy. Była blisko. Stanowczo za blisko.
- Yhym, yhym.
Kim natychmiast rozpoznała to chrząknięcie. Nie słyszała go od niemal pół roku, ale tak dobrze wbiło jej się wcześniej w pamięć, że teraz słysząc go omal nie krzyknęła. Ten znienawidzony głos. Mówiący do wszystkich z wyższością. Tak to musi być ona.
- Dzień dobry – powiedziała przesadnie umilonym głosem elegancka kobieta wchodząca do salonu.
- Nie wiesz co to znaczy dzwonek?! – zapytała Kim na przywitanie.
- No wiesz Kimberly… Tego się nie spodziewałam – powiedziała kobieta udając przejęcie. – To twój chłopak? – wskazała na Billa i popatrzyła na niego jak na wyjątkowo brzydkiego robala.
- Nie – powiedziała natychmiast dziewczyna. – Może usiądziesz? – zaproponowała wskazując kobiecie sofę.
- Oczywiście – odparła siadając. – A więc tak… Tak… - mówiła kobieta rozglądając się po salonie. – Wprowadziłaś pare zmian jak widzę do mieszkania.
- No popatrz spostrzegawcza jesteś Irenko, nie ma co – powiedziała grubiańsko Kim.
Kobieta popatrzyła jeszcze raz na Billa i chyba zamierzała coś powiedzieć, ale do domu wszedł wysoki mężczyzna. Miał srogi wyraz twarzy, ale wydawał się być milszy od kobiety.
- O dobrze, że już jesteś – powiedziała kobieta i wskazała mu miejsce koło siebie. – Może przemówisz do rozumu tej dziewczynie, bo mnie zadziwia.
- Cześć Kim – powiedział mężczyzna siląc się na uprzejmy ton. – Co tym razem zmajstrowała? – zapytał niemal retorycznie.
- Nic nie zmajstrowałam – powiedziała dziewczyna lekko podniesionym głosem. – Dokąd jeszcze będziecie mnie uważać za dziecko?! – powiedziała już bez cienia spokoju.
Bill stał lekko sparaliżowany w kącie pokoju i tylko przyglądał się tej niezręcznej sytuacji.
- Myślałam, że się zmieniłaś – powiedziała Irena.
- To źle myślałaś. Nie mam zamiaru tolerować was w tym domu – powiedziała Kim starając się zabrzmieć spokojnie.
- Cóż to za zachowanie! Jesteś jeszcze bardziej wulgarna nić byłaś przedtem – mówiła kobieta z pogardą.
- No popatrz – powiedziała obojętnie dziewczyna. – Nic cię tu nie zatrzymuje.
- Wiem. Dlatego już mnie nie ma. Chłopcze… - zwróciła się do Billa. – Uważaj na nią… Jest NIEBEZPIECZNA… - dodała ostatni raz omotując pokój władczym spojrzeniem i wychodząc z domu.
- Jak ty wytrzymujesz z tą kurwą?! – zapytała dziewczyna z niedowierzaniem patrząc na mężczyznę. – Ja bym się zabiła, gdybym miała ponownie zamieszkać z tą krową – dodała patrząc z niesmakiem na odjeżdżający samochód.
- Uspokój się, to ty bywasz arogancka – dodał mężczyzna patrząc z politowaniem na Kim.
- Ja?! Co ty pleciesz Klaas?! Oboje dobrze wiemy, że… - urwała patrząc w okno. – Że ona jest nieznośna.
- Idę stąd. Uwierz… Nie sprawia mi przyjemności… - zaczął Klaas. - Przebywanie w tym domu – dokończył.
- Jesteś tak samo perfidny, jak ona – powiedziała Kim z grymasem na twarzy. – Wynoś się – dodała.
Nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Mężczyzna wziął swój kapelusz z wieszaka i wyszedł bez pożegnania. Bill patrzył niedowierzającym wzrokiem na dziewczynę.
- Eee…Kim… To byli twoi rodzice? – zapytał wychodząc z kąta pokoju i siadając na kanapie. Dziewczyna siedziała naprzeciwko i oddychała szybko.
- Można tak powiedzieć – powiedziała wymijającym tonem.
- Co przez to rozumiesz? – zapytał Bill podejrzliwie.
- Tylko to, że nie chcę o nich mówić – powiedziała chowając twarz w dłoniach. Bill przypomniał sobie zdjęcie stojące na komodzie.
- Kim… Mam pytanie. Jeśli to byli twoi rodzice… To kim są ci ludzie na zdjęciu, które schowałaś do szuflady? – zapytał nieśmiało chłopak.
Dziewczyna zbladła. W jej oczach malował się strach i przerażenie. Przełknęła głośno ślinę.
- Za dużo rzeczy chciałbyś wiedzieć - powiedziała głosem, który wydawał się być nieodpowiedni do tej chwili. – Daj sobie spokój, dobra? – zapytała starając się brzmieć miło.
W pewnym momencie patrząc na Billa, coś drgnęło w jej pamięci. „Czekamy na ciebie w Sali prób od dwóch godzin!” – tak! To ten sms, który przyszedł na telefon Billa od Toma!
- Bill! Co to jest sala prób?! Jakie próby wy robicie?! – zapytała patrząc na niego podejrzliwie.
Tym razem chłopak zrobił się na przemian, najpierw czerwony, a potem zbladł.
- Eee… My… Ćwiczymy do kółka teatralnego – powiedział z uśmiechem.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Do kółka teatralnego? No co ty nie powiesz… - dziewczyna przyglądała mu się bacznie.
Chłopak miał na twarzy krzywy uśmiech.
- Muszę iść do łazienki – powiedział szybko. Po chwili zniknął za jej drzwiami.
W pewnym momencie drzwi pokoju z hukiem się otworzyły. W drzwiach stał Tom z papierosem w ręku.
- Proszę, proszę… - powiedział z uśmiechem.
- O co ci chodzi Tom? – zapytała ostrożnie Kim, pamiętając wczorajszy wieczór kiedy spławiła Kaulitza.
- O to, że chcę cię zerżnąć – powiedział bez ogródek. – Tu i teraz – dodał.
Kim zrobiła zdumione oczy.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Że będę na wyciągnięcie ręki i ot, tak sobie dam ci dupy?! – zbulwersowała się dziewczyna. Nie zdążyła jednak już nic więcej powiedzieć, bo Tom nie czekając na nic pieścił usta Kim swoim językiem. Jedną ręką złapał za pośladek dziewczyny i przybliżył ją do siebie. Był bardzo rozpalony, można to było poczuć dosłownie. Kim zapomniała o Billu, o rodzicach, o wszystkim. Po prostu na środku pokoju całowała się coraz namiętniej z Tomem, dopóty nie usłyszała kroków z łazienki. Wiedziała kto właśnie z niej wyszedł i szybko się opamiętała. Oderwała się od Toma i spojrzała na Billa. Stał lekko drżąc i widocznie starając się zachować spokój.
komentarze [64]ROZDZIAŁ 9 >> wtorek, 27 lutego 2007 12:24:31
Siema. No pod natchnieniem weny... Napisałam wreszcie coś odpowiedniego do treści temetycznej tego bloga. Na dodatek pisząc ten fragment o zabarwieniu erotycznym, słuchałam piosenki "Sex", którą śpiewa Tom. Wyobrażałam go sobie w sytuacji, którą opisałam. Blee...:)
Kim chodziła niespokojnie po szpitalnym korytarzu. Tom siedział z rękami opartymi na kolanach i podpierającymi brodę. Była 2:00 w nocy. W pewnym momencie z sali wyszedł lekarz.
- Pan Kaulitz? – zapytał podchodząc do Toma.
- Tak – odpowiedział natychmiast Tom wstając.
- Proszę za mną – wskazał na korytarz prosto. – Musimy porozmawiać – dodał.
- Oczywiście – odparł Tom łapiąc się za swoje spodnie. – Kim zaczekaj na mnie, ok.? – powiedział do dziewczyny. Kiwnęła głową i usiadła na krześle. Poczuła już piasek pod powiekami, ale usiadła sztywno starając się nie zasnąć. Po 15 minutach dziewczyna usłyszała trzask drzwi i czyjeś kroki na korytarzu. Spojrzała w tamtą stronę. W czarnej, skórzanej kurtce i czapce dżokejce szedł Bill. Dziewczyna udawała, że go nie widzi. Chłopak usiadł na krześle obok niej.
- Cześć – powiedział możliwie chłodnym tonem czarnowłosy. Ze strony Kim usłyszał tylko pogardliwie prychnięcie. Chłopak uśmiechnął się i podrapał po czole. Kim nie zadała sobie nawet trudu żeby na niego spojrzeć.
- Nadal będziesz z siebie robić pieprzoną królewnę? – zapytał w miarę spokojnym głosem. Kim za wszelką cenę starała się nie okazywać żadnych emocji i udawać, że nic do niej nie dociera.
- Zadziwiasz mnie chłopcze – powiedziała po raz pierwszy na niego spoglądając.
- Miałem nadzieję, że wreszcie przestaniesz robić z siebie socjopatki – powiedział głosem z lekką nadzieją. Kim już miała mu odpowiedzieć, że małą ją to obchodzi, ale w tym czasie z korytarza naprzeciwko szedł Tom. Trudno było odczytać cokolwiek z jego miny. Kim spojrzała na niego, kiedy stanął naprzeciwko niej i Billa.
- I? – mruknęła tylko. Tom uśmiechnął się nieznacznie i powiedział:
- Chłopcy się trochę zabawili. Zamówili sobie jakąś kurwę, a ona spiła ich do nieprzytomności i wykorzystując sytuację zwinęła im forsę. Mieli lewatywę i płukanie żołądka. Może to ich czegoś nauczy.
- Mogłem się tego domyślić – powiedział Bill. – Już dawno Gustav nie wydawał się być taki napalony – dodał z uśmiechem. Tom przytaknął mu, a Kim wstała z miejsca.
- Jeśli wszystko w porządku to ja już muszę iść – powiedziała biorąc kurtkę z krzesła.
- My też już idziemy – powiedział Bill. Kim podniosła znacząco brew, ale obyła się od komentarza i zwróciła się w stronę wyjścia. Tom i Bill kroczyli za nią, ale żaden się nie odzywał. Po kilku minutach ciszy, Tom zwrócił się do brata.
- Słuchaj Bill… Trochę mnie poniosło… - zaczął dość niepewnie, bo przepraszanie nie było jego specjalnością. – Sorry – dodał po chwili.
- Ja też nie byłem fair. Looz – dodał wyciągając dłoń. Kim uśmiechnęła się pod nosem, ale cały czas udawała, że niczego nie słyszała.
- Dobra, Tom ja dziś nie nocuję w domu – powiedział po jakimś czasie, spoglądając na tył Kim. – Nie czekaj na mnie – dodał i powiedział do dziewczyny z uśmiechem – Cześć księżniczko.
- Siema – rzuciła odwracając się w jego stronę również z ironicznym uśmiechem. Tom podszedł do Kim i złapał ją pod ramię. Zaczęli rozmawiać o Gustawie i Georgu.
- Wiesz… Nie wiem jak można być tak niedorobionym – mówił Tom. – Żeby dać się głupiej dziwce – mówił z udawanym niedowierzaniem. Kim zamyśliła się na chwilę, a potem powiedziała:
- A ty się kiedyś dałeś?
W odpowiedzi Tom przycichł na chwilę i wydawał się być zbity z tropu.
- A co to ma do rzeczy? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nic, nic… Tak tylko pytam.
Tom odprowadził dziewczynę pod dom.
- Wejdziesz? – zaproponowała.
- Jeśli nie przeszkadza ci ta pora, to czemu nie – powiedział chłopak wchodząc do domu. Usiedli w salonie i zaczęli rozmawiać o życiu codziennym dziewczyny. Po pewnym czasie Tom zbliżył się na niebezpieczną odległość w stronę Kim. Dotarło do niego, że ma cholerną ochotę się z nią pieprzyć. Najchętniej zerwałby z niej te jej ubranka i rżnął do rana. Dziewczyna wyczuwając sytuację, postanowiła ingerować.
- Nie dziś Tom, nawet o tym nie marz – powiedziała stanowczo, spoglądając na mały namiocik, który utorzył się w rozporku Toma. Chłopak spojrzał na nią i uświadomił sobie, że przed nią nie da się niczego ukryć.
- Dlaczego? – zapytał wstając.
- Bo nie – powiedziała już lekko poirytowanym tonem.
- Oczywiście – dodał z lekkim grymasem.
Udał się w stronę drzwi i rzucił krótkie ‘na razie’, po czym wyszedł. Kim wyjęła czystą pościel z szafy i pomyślała, że dobrze by było przespać się na kanapie.
Tom szedł ciemnymi uliczkami, ale jego wrodzona rządza seksu nie dawała mu spokoju i musiał się zaspokoić. Wkurwiło go to, że Kim nie chciała się z nim ruchać. Ostatecznie doszło między nimi do bliższego spotkania, więc co jest nie tak? Postanowił udać się do najbliższego klubu gdzie pełno będzie łatwych panienek. W środku, mimo obecnej pory panował smród alkoholu i trawy. Podszedł do lady i zamówił małego drinka. Na krześle obok, siedziała różowa dziunia popijając ponętnie napój z rurki, co wystarczyło, by Tom przestał normalnie myśleć. Przysiadł się obok niej i zadał pytanie słodkim głosem:
- Siema. Jak masz na imię?
- Vicky – odparła dziewczyna oblizując usta.
Wystarczyło. Złapał ją za rękę i zaprowadził do łazienki. W kiblu było o dziwo pusto, więc nie czekając długo zerwał z niej bluzeczkę, pozostawiając ją w staniku. Dotknął jej wewnętrznej strony uda. Jęknęła. Zaczął odpinać spodnie i w tym samym czasie całować jej usta. Pociągnął za jej włosy i włożył dłoń po jej skąpą spódniczkę. Nie miała na sobie majtek. A tak lubił je zrywać! Zdecydowanym ruchem palców włożył dwa do jej wyjeżdżonej szparki. Zajęczała. Ściągnął bokserki i pchnięciem przewrócił dziewczynę na kolana. Wszedł w nią od tyłu. Krzyknęła. Kiedy ją pieprzył na myśl przyszła mu Kim. Ona by się tak nie dała. O nie. W życiu nie pozwoliłaby się zerżnąć w taki sposób. Posuwając dziewczynę, całkowicie zapomniał o rzeczywistości. Dziko wpychał jej swojego członka zaspokajając swoją potrzebę, a nie myśląc o Vicky. Dziewczyna krzyczała bez opamiętania. Jak chciałby żeby na jej miejscu była teraz Kim! Kiedy sam doszedł, wyszedł z niej jednym ruchem i zostawił ją tam zapinając spodnie i mówiąc tylko:
- Było fajnie, dzięki.
Dziewczyna nie kontaktowała, pozostawiona w negliżu na zimnej posadzce łazienki. Mało go to obchodziło. Wyjął papierosa, wyszedł z klubu i udał się w stronę swojego domu.
Kim leżała na łóżku myśląc o wszystkim. Dziś mają przyjechać jej rodzice. Na tę myśl skrzywiła się niesmacznie. Pomyślała o Tomie. O Billu. Ta kłotnia nie będzie miała końca. Pomyślała o tym smsie, który napisał jej po nocy spędzonej w jego domu. „Ja w życiu go nie przeproszę! – stwierdziła w myślach. – Nie zniżę się do tego poziomu!” – pomyślała.
Obudziła się o 11:00. Jej ubrania porozrzucane po pokoju rzucały się w oczy. Szybko ogarnęła bałagan i wysłała sms’a do ojca, że mogą przyjechać, ale najwcześniej o 14:00. Po chwili dostała sms’a: „Wiem, że mnie nie przeprosisz, ale ja jestem normalny i pierwszy wyciągam do ciebie rękę. Zgoda?” – przeczytała i zaśmiała się konwulsyjnie. „Za to, że mnie zerżnąłeś bez pozwolenia?! Śnisz!” – odpisała. Po chwili dostała kolejnego sms’a. „Chcesz znać prawdę? Wcale cię nie przeleciałem. Tylko się całowaliśmy i to ty zaczęłaś.” Dziewczyna otworzyła zdumione oczy. Szybko wystukała na klawiaturze telefonu:
„Niby dlaczego mam ci wierzyć?” W odpowiedzi dostała tylko: „Bo mówię prawdę.”
Uwierzyła. Sama nie wiedziała czemu, ale naprawdę mu uwierzyła. Odpisała – „Niech ci będzie.” i odłożyła telefon na półkę. Nie wiedziała, że w tym czasie Bill z radości skakał po swoim pokoju.
No przecież wiem, że to jest cover Lukasa Hilberta wykonany przez Toma xD Chodziło mi poprostu o sam fakt, że jej słuchałam xF A teraz ludziska zapraszam Was na bloga z równie zajebistycznym opowiadaniem jak Wasze xP : www.shooo.mylog.pl Buziaki ;-*
komentarze [40]ROZDZIAŁ 8 >> wtorek, 20 lutego 2007 15:13:10
Siema. Cóż... Co do komentarzy... Cieszę się, że przynajmniej jesteście szczerzy. Thx ogromne.
Gdy przekręciła klucz w drzwiach, odwróciła się i oparła o nie plecami. Powoli zjechała na sam dół. Spojrzała na salon. Lśnił czystością. Zero brudów, zero „wybryków”, zero ekscesów. Białe ściany, czarna sofa i fotele. Idealny. „Szkoda tylko, że w moim życiu tak nie jest” – pomyślała i zakryła twarz w dłoniach. Podparła się kolanami i siedziała tak z pół godziny. „Zwariowałam” – stwierdziła na głos. Wstała, poszła do łazienki, wzięła gorącą kąpiel. Dawno nie brała kąpieli, bo przeważnie nie miała czasu. Zawsze tylko szybki prysznic i sayonara. Już ubrana, rozsiadła się wygodnie na fotelu i wzięła swojego ulubionego dreszczowca „Miasteczko Salem”. Po jakiejś godzinie czytania, nie wytrzymała, gdy przeczytała po raz setny „…poszedł Bill i zobaczył go….”. „Czy to jest przypadek, czy on będzie mnie prześladował do końca życia?!” – pomyślała ze złością i rzuciła książkę na ziemię. Włączyła TV. Jak zwykle beznadziejne programy… Przerzucała z kanału na kanał, ale na nic nie mogła się zdecydować. Gdzieś koło 15:00 zamówiła pizze. Pomyślała, że może Kaśka zostanie u niej na noc, to przynjamniej będą miały co szamać. O 17:30 zadzwonił telefon.
- Tak? – zapytała.
- Dzień dobry Kim. Co u ciebie? – zapytał męski, znienawidzony przez nią głos.
- Chyba dobry wieczór… A co cię to tak nagle zaczęło obchodzić? – zapytała opryskliwie.
- Nie bądź niemądra Kim. A obchodzi mnie od dawna. Zadzwoniłem tylko po to, żeby ci oznajmić, że wpadniemy do ciebie w niedzielę. – stwierdził mężczyzna.
- Mam się cieszyć? – zapytała z ironią.
- Twoja sprawa, czy się cieszysz czy nie. Ja cię tylko z grzeczności poinformowałem, że przyjedziemy. – odparł obojętnie głos w słuchawce.
- No co ty powiesz… No to cię niestety rozczaruję, bo w niedzielę pracuję. – odparła dziewczyna. – No chyba, że mnie nie musi być przy tej wizycie – dodała z nadzieją w głosie.
- Nie czas na żarty Kimberly. Polegam na twojej odpowiedzialności i myślę, że załatwisz z szefem ten jeden dzień wolnego. A tak poza tym, myślałem, że teraz jesteś w pracy. – powiedział z udawaną uprzejmością.
- Tak się składa, że nie – powiedziała obojętnie. – Nie psuj mi już humoru. Jak coś, to was poinformuję. Nara – odpowiedziała i rozłączyła się. „Świetnie! Jeszcze tego mi brakowało, żeby oni przyjechali… Ale oczywiście, przecież nie wypada, żeby nie odwiedzić córci... Phy! Na co komu tacy starzy?! Mam ich gdzieś” – pomyślała wkurzona. Usłyszała dzwonek do drzwi. „No… To pewnie Kaśka.” – pomyślała i poszła otworzyć. Nie myliła się. Kaśka stała w drzwiach i uśmiechnęła się szeroko na jej widok.
- Siema Kim – powiedziała dając jej cmoka w policzek. W tym momencie Kim zauważyła Billa, Toma i jakiś 2 chłopaków idących idących stronę jej domu.
- Szybko! Właź do domu! – powiedziała Kim wpychając Kaśkę i sama zamykając drzwi na klucz.
- Ale co się stało? Co tam zobaczyłaś? – zapytała Kasia wyglądając przez okno. – Aaaa… widzę, że spodziewasz się jeszcze gości. – powiedziała uśmiechając się i mrugając okiem.
- Nikogo się nie spodziewam. – powiedziała Kim, zamykając okno i zasuwając rolety.
- Ale co ty się tak czaisz?! – zapytała Kaśka patrząc na Kim, która zasłaniała właśnie wszystkie okna, pozgłaszała światła i sama usiadła na łóżku.
- Bosz. Ja… Znaczy… Eee.. – jąkała się – No dobra. Nie chcę na jakiś czas spotykać się z bliźniakami. Znaczy – mówiła, ale Kaśka przerwała.
- Aaaa! Czyli jednak to prawda! Obiło mi się o uszy, że spotykałaś się z Billem, nawet, że spałaś z Tomem („Kurwa, skąd te informacje się tak szybko roznoszą?!” – pomyślała Kim.), ale to, to wiadomo, że plotka, więc nie martw się, nie wierzę, ale …- mówiła, ale gdy zobaczyła minę Kim przestała cokolwiek mówić. – Tylko mi nie mów, że zaliczyłaś OBYDWU – powiedziała z niedowierzaniem.
- Tak. – powiedziała Kim, wcale nie kryjąc obrzydzenia.
- No dziewczyno to masz fart. Z Tomem to rozumiem. Sama kiedyś z nim kręciłam, ale kiedy po kilku spotkaniach zaproponował trójkąt, nie wytrzymałam. Spoko rozumiem, jakieś nietypowe pozycje, jadalne majtki, wibratory i te inne gówna, ale żeby jeszcze jakaś jedna to ja to pierdole – powiedziała z krzywą miną.
- To se wyobraź taką sytuację. Najpierw przesypiasz się z Tomem, choć go nie znasz, tylko jego brata, nakrywa cię na tym Bill, kłócisz się z nim. Idziesz na imprezę, na której są obydwaj bliźniacy, jakimś cudem (tu Kim nie chciała zdradzić szczegółów) Bill prowadzi cię do domu i choć jesteś całkiem trzeźwa pozwalasz na to, żeby cię przeleciał. Rano budzisz się w jego łóżku niczego nieświadoma, a on zadowolony ze swojego czynu szydzi z ciebie. Zaczyna się ostra kłótnia, w której dochodzi do NAPRAWDĘ ostrej wymiany zdań. Nie wytrzymujesz, wychodzisz. W drzwiach wpadasz na Toma z browcem w ręku (!), który w ogóle nie rozumie o co chodzi. Drwisz z Billa i mówisz, że Tom lepiej się pieprzy. Wracasz do siebie na chatę. – zakończyła Kim z miną, która uwydatniać miała, że tego żałuje.
- UPS. – powiedziała Kaśka i wybuchnęła głośnym śmiechem. – Masz szczęście kobieto. Powinnaś się cieszyć. W końcu zaliczyłaś 2 chłopaków, o których marzą wszystkie Niemki w twoim wieku. – powiedziała ukazując swoje białe zęby.
- O czym ty mówisz? – zapytała zdezorientowana Kim. Kaśka nie zdążyła już odpowiedzieć, bo rozległ się jakiś hałas na strychu.
- Co jest? – zapytała Kaśka.
- Kurwa, nie wiem! – powiedziała Kim nasłuchując.
- Dobra w dupie z tym. Słuchaj… Ja muszę spadać, bo dziś są urodziny mojej siostry i obiecałam, że jej pomogę w przygotowaniach. Jak chcesz, możesz przyjść – zaproponowała Kaś.
- Dzięki, ale nie. Sama rozumiesz – powiedziała Kim.
- Jasne. To Siema – pożegnała się Kaśka i wyszła z domu. Kim nie mając już nic do roboty, włączyła TV, jak to zwykle robiła z nudów. Obejrzała jakiś film, a potem leciała po kanałach.
- Kurwa! Już mnie denerwuje ten telewizor! Zero programów. Lecąc po kanałach spostrzegła, że na wielu z nich dawno, albo nigdy nie była. Włączyła Vive i słuchała piosenki Oomph’a. Hmmm… „Pasowałoby zrobić zapasy żywieniowe”– powiedziała i zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Wchodząc pod prysznic usłyszała jakiś hałas. Jakby coś spadło w kuchni na ziemię. Spojrzała przerażona na drzwi. Powoli zbliżyła się i zamknęła na zamek. Stała przez chwilę przy drzwiach i nasłuchiwała. Nic więcej nie usłyszała. Umyła się do końca i ubrała, po czym ostrożnie wyszła z łazienki. Wszystko było tak jak zostawiła wcześniej.
- Ja mam halucynacje – stwierdziła po chwili czajenia się. Zaczęła się malować i gdy to robiła zza jej odbicia w lustrze ukazała się czyjaś twarz. Kim z wrażenia wypuściła z rąk kredkę do oczu i odwróciła się. Gdy zobaczyła Toma, prychnęła jak rozjuszona kotka.
- Czy ty do kurwy nędzy chcesz mnie zabić czy obrabować?! – zapytała wściekle.
- Nie wściekaj się. Ani to, ani to – powiedział idąc w jej stronę.
- Jak się tu dostałeś? – zapytała rzucając kosmetyki i oddalając się od Toma, który nadal szedł w jej stronę.
- Drzwi były otwarte – powiedział zatrzymując się. – A tak ogółem… Bill opowiedział mi co się wydarzyło… wczoraj – powiedział z lekkim uśmiechem, ale odwrócił się.
- A co cię to obchodzi!? Takie śmieszne?! Wiesz co? Mam dosyć waszych chorych pomysłów. Mam dosyć waszego nienormalnego toku myślenia. Mam dosyć was. – powiedziała sięgając po klucze. – Z łaski swojej wyjdź, bo muszę iść do sklepu. – powiedział biorąc kurtkę z wieszaka.
- Ale Kim… Nie bądź taka… - powiedział Tom przygryzając wargę.
- Jaka?! Jaka do jasnej cholery mam przestać być?! – krzyknęła Kim zaczynając się wkurzać.
- No dobra, nic już. Nie wkurwiaj się tak od razu. Nie pali się – powiedział Tom łapiąc się za swoje Bagginsy i idąc w stronę drzwi. – Mogę iść z tobą? – zapytał.
- Idę do supermarketu, jeśli to cię rajcuje to proszę bardzo – powiedziała dziewczyna wychodząc. Tom również wyszedł i w drodze do sklepu nic nie mówili. Chłopak zaoferował się, że może pchać wózek. Wybierając nabiał, Kim odwróciła się i mało nie parsknęła śmiechem, gdy zobaczyła przy dalszej półce Billa i… Lizzy. „OMG… Ją {Lizzy} już doszczętnie pojebało…” – pomyślała i wrzucała ze złością {?} produkty, a Tom stanął przy półce z pornolami i mimo, iż widniał napis „Prosimy nie przeglądać prasy”, bezczelnie oglądał z zapartym tchem jakiegoś Playboya. Kim prychnęła pogardliwie i dalej wybierała produkty. Gdy miała już wszystko co było jej potrzebne pociągnęła wózek do kasy. Tom jednak nadal podjarany stał przy pornosach. Wkładając wszystkie produkty do torby, zobaczyła że stoi za nią Bill i Lizzy.
- Oooo…. Siema Kim. – powiedziała beznamiętnie Lizzy jakby mało interesowało ją co dzieję się wokół niej. Gdy spojrzałam na Billa, zrobił tylko wredny uśmiech i objął Lizzy ramieniem, na co tamta spojrzała na niego jak na debila. Kim wzięła swoje zakupy i uśmiechnęła się pod nosem.
- Kim! Zaczekaj! – krzyknął Tom biegnąc w jej stronę, ze sprośną gazetą w ręku. Przy kasie rzucił kasjerce tylko 2 euro i podbiegł do dziewczyny.
- Twój kochany brat jest tam z Lizzy. – powiedziała Kim nie ukrywając pogardy.
- Wiem. I co z tego? – powiedział i wziął od Kim jedną torebkę. Potarł ręką nos i spojrzał na nią ukradkiem. Dziewczyna uśmiechnęła się, a potem powiedziała:
- Pokłóciłeś się z Billem. W odpowiedzi cisza. Kim nie zadała więcej pytań i szli do domu. W pewnym momencie zadzwonił telefon chłopaka.
- Tak? – zapytał w słuchawkę. - Tak, przy telefonie. – mówił. Po chwili telefon Toma wylądował na ziemi. On stanęła w słup, a reklamówka z zakupami pacnęła cicho na chodnik.
- Tom co ci jest?! – zapytała dziewczyna łapiąc go za ramiona i potrząsając nim. Zero kontaktu. Kim nie mogła nic wywnioskować z jego miny. – Kaulitz co się z tobą dzieje?! – zapytała już wkurzona. Tom spojrzał na nią, a potem się do niej przytulił. Ona sama nie wiedziała co ma zrobić i stała z wyprostowanymi rękoma. Tom odszedł od niej, a potem powiedział tylko:
- Gustav i Georg są w ciężkim stanie w szpitalu. Mieli wypadek. Dziewczyna najpierw spojrzała na niego jak na idiotę, a potem wydukała tylko:
- Idziemy do szpitala? – zapytała i nie czekając na odpowiedź pobiegła do domu, narzuciła na siebie jakieś ubrania i wybiegła z Tomem, czekającym już w samochodzie.
komentarze [34]ROZDZIAŁ 7 >> poniedziałek, 12 lutego 2007 19:17:42
Tak wiem... Tyle nie pisałam... Wybaczcie! Niestety podczas ferii nie miałam możliwości! Ale właśnie dodaję już nowy rozdział i proszę czytajcie:)
Dziewczyna otworzyła oczy. Leżała w czyimś pokoju. Już drugi raz w tym tygodniu nie obudziła się w swoim łóżku. Przypomniał się jej Tom, a zaraz potem Bill, więc spojrzała w bok, czy przypadkiem kogoś przy niej nie ma. Nie było. Leżała sama, a z drzwi naprzeciwko łóżka dochodził odgłos odkręconego prysznica. Zaraz potem z drzwi wyszedł Bill. Miał okręcony ręcznik wokoło talii, i ręcznik na głowie. Uśmiechnął się szyderczo.
- I jak się spało panno Kim? – zapytał z dziwną dla Kim w głosie irytacją.
- Dobrze – odpowiedziała, przyglądając się przez jakiś Billowi, który podszedł do półki i zaczął wyjmować ubrania. „Coś jest nie tak… Coś się stało…” – myślała Kim przez jakiś czas. „Coś tu nie gra, przecież powiedziałby coś! To nie możliwe, że byłby taki obojętny!” – stwierdziła Kim rozmyślając. W końcu w jej głowie zaświeciła się lampka. „Cholerny skurwysyn!” – pomyślała tylko, po czym zadała pytanie:
- Kaulitz, co się wydarzyło w nocy?
- A co konkretnie masz na myśli? – zapytał odwracając się do niej z szyderczym uśmiechem na twarzy.
- Już ty kurwa wiesz o co mi chodzi! – krzyknęła zdenerwowana – Wykorzystałeś sytuację i przeleciałeś mnie kurwo! – wycedziła z nienawiścią.
- Coś w tym złego? – powiedział nachylając się nad nią, rozszerzając dwa palce (wskazujący i fucka) i wsuwając język pomiędzy nie. Kim zaczęła się śmiać, okazując swoje niedowierzanie.
- Ty chuju – powiedziała przez śmiech – myślisz, że ci uwierzę?! Ten język, to sobie w dupę możesz wsadzić, bo na pewno nie mi! – powiedziała z ironią.
- Nie muszę. Już to zrobiłem – powiedział z satysfakcją chłopak. Mina Kim nieco zrzedła. Postanowiła odegrać się na chłopaku.
- Bardziej popierdolonego chłopaka, nie spotkałam, uwierz mi – powiedziała z uśmiechem. – Zaraz, zaraz, czy ja powiedziałam chłopaka? – powiedziała z udawanym przejęciem. – Chciałam powiedzieć transwestyty – dodała triumfalnie. Bill przypominał widmo. Jego blada (bo jeszcze niewytapetowana) twarz, czarne rozczochrane włosy i groźna mina, utworzyły zadziwiający widok. Kim z triumfalnym uśmiechem chciała wstać, ale zdała sobie sprawę, że była naga. Tak to ją wpieniło, że zrobiła się czerwona jak burak i chciała podejść do Billa, który teraz był w łazience i się ubierał i wyczochrać mu te jego beznadziejne kłaki. „Chce wojny, będzie ją miał!” – pomyślała, obwijając się kołdrą i wstając do fotela, gdzie jak zauważyła leżały jej rzeczy. Właśnie włożyła majtki i stanik, gdy Bill wszedł do pokoju.
- Masz sexowne dupcię – powiedział z tym jego ‘słodkim’ uśmiechem.
- Wyliż mi rów – powiedziała Kim pozdrawiając go środkowym palcem.
- Z chęcią – odpowiedział spokojnie. – Dobra wracając do rzeczywistości… Nie zrobiłem tego bez powodu – powiedział zakładając t-shirt. – Sama mnie do tego sprowokowałaś – powiedział gdy Kim nie kryła swojego oburzenia i zaczęła zaciskać pięści.
- W jakim ty kurwa świecie żyjesz?! – powiedziała z niedowierzaniem. – Ale z ciebie to naprawdę niezły huj! Przecież nie byłam pijana, a gdybym chciała się z tobą pieprzyć, to zrobię tak – tu pstryknęła palcami – i ty będziesz błagał mnie na kolanach, żebyś chociaż mógł zobaczyć! – powiedziała z satysfakcją.
- I tu się mylisz – powiedział szyderczo. – Gdy tylko wczoraj wróciliśmy, ja poszedłem do kuchni żeby zrobić ci herbatę, bo mnie o to prosiłaś – mówił ze śmiechem – a gdy wróciłem do salonu, ty siedziałaś na kanapie. Gdy podawałem ci herbatę, ty pociągnęłaś mnie za rękę i upadłem na ciebie! – opowiadał, a Kim w tym czasie prychała pogardliwie – Bardzo proszę! Nie wierz mi! Ale stało się! Gdy zaczęliśmy się całować, ty powiedziałaś, że nie chcesz tego robić w salonie – dokończał i napawał się każdym słowem i swoją przewagą. – Więc przenieśliśmy się, dobra PRZENIOSŁEM CIĘ do mojego pokoju – mówił i uśmiechał się złośliwie. – I to się stało. No Kimmy… Ciaśniutko u ciebie, ciaśniutko… - mówił z uśmiechem.
- Pizda! – krzyknęła Kim rzucając w niego jaśkiem.
- Dziwka – odparł spokojnie, odrzucając jaśka na łóżko.
- To po co się w ogóle chciałeś ze mną spotykać? Po co? – zapytała ze złością. – Przecież mogłeś sobie kupić wibrator! Założę się, że pasowałby akurat do twojej dziurki – powiedziała ze złośliwym uśmiechem.
- Proszę Gulcan, odgryzaj się. Może to pomoże ci jakoś odreagować swoją PRZEGRANĄ, nad którą teraz niewątpliwie ubolewasz – powiedział rozkoszując się sytuacją i kładąc szczególny nacisk na słowo „przegraną”.
- Śnisz – powiedziała z pogardą. – I tak chciałam się z tobą bzykać – powiedziała z uśmiechem, a Bill uśmiechnął się jeszcze szerzej. – BARDZO chciałam się dowiedzieć kto jest lepszy w łóżku, TY czy TOM – powiedziała bardzo złośliwie, a na te słowa mina Billa zgasła momentalnie. Przez chwilę nic nie mówił, a Kim miała uśmiech na twarzy i cieszyła się tą chwilą. Ubrała się w resztę swoich rzeczy i skierowała się ku wyjściu.
- Szkoda, że nie pamiętasz jak jęczałaś, kiedy ci lizałem – powiedział z zadowoleniem. Kim odwróciła się i spojrzała na niego z miną, w której nie dało się odczytać.
- Bill? Zejdź na Ziemię! Jakim cudem DZIEWCZYNA mogła mnie zadowolić?! Nie bujaj w obłokach kochany – odgryzła się, choć coś jej mówiło, że Bill mówi prawdę. Bill zaśmiał się sztucznie i spojrzał na nią, a Kim uśmiechnęła się tylko litościwie i powiedziała:
- Już skończyłeś, czy wyssiesz z palca jeszcze jedną opowiastkę? – zagadnęła z udawaną uprzejmością.
- Pierdolona dziwka z ciebie, wiesz Kim? – powiedział spokojnie jakby dyskutowali o polityce.
- Nie gorsza od ciebie huja warty skurwysynie. – odpowiedziała Kim i skierowała się w stronę drzwi.
- Ciekawy jestem ilu chłopakom obciągałaś… - powiedział Bill i udał, że się zastanawia, macając palcami podbródek. To już przekroczyło wytrzymałość dziewczyny. Wściekła podeszła do niego i dała mu liścia w twarz. Chłopak złapał się za policzek i powiedział nadal z uśmiechem:
- Przegrana boli prawda?
- Ciebie owszem gnoju – krzyknęła.
- Kurwa – odparł.
- Huj – odkrzyknęła wybiegając z pokoju.
- Ciasna pizda – odkrzyknął, wybiegając za nią. Kim zaśmiała się szyderczo. Otwierając drzwi wpadła na Toma.
- O jeszcze jeden. Idź do Billa, bo woli jak mu ktoś WKŁADA, a nie na odwrót – powiedziała śmiejąc się.
- Suka! Tom więcej razy jej nie posuwaj, bo ona twierdzi, że nikt jej nie potrafi zaspokoić – krzyknął Bill stojący w holu.
- Ale co tu jest kurwa grane? – zapytał Tom robiąc dziwną minę. Nikt go nie posłuchał, wręcz przeciwnie, Bill i Kim stanęli stanęli naprzeciwko siebie i rzucali wyzwiskami, a Tom robił tylko zdziwioną minę. W pewnym momencie, gdy Bill złapał się za włosy i zaczął je prawie wyrywać ze złości, Tom postanowił wkroczyć, bo jeszcze zleje Kim i będzie.
- Stary wyluzuj. Przecież to dziewczyna, nie przesadzaj – powiedział Tom zasłaniając Kim rękami i stając pomiędzy nimi.
- Do huja! Ty kurwa nie wiesz co ona potrafi! A zresztą nigdy nie podniosłem i nie podniosę ręki na kobietę, nie martw się – powiedział Bill wypychając Toma. Kim skorzystała z okazji i postanowiła iść, bo poczuła, że traci głos. W drzwiach zatrzymała i obróciła się w stronę Billa. Stał oparty o barierkę schodową i patrzył na nią z nienawiścią.
- Wiesz co Kaulitz? – zapytała Kim ochrypłym, ale już spokojniejszym głosem. – Jednak jest tak jak myślałam. Tom jest od ciebie w łóżku o 100% lepszy. – odpowiedziała z uśmiechem, a Bill aż syknął ze złości. Tom patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Przynajmniej znasz prawdę – odparła z szyderczym uśmiechem i mimo, że Tom chciał ją zatrzymać wyszła już bez słowa i podążyła w stronę swojego domu. Szła z uśmiechem. Sama nie wiedziała dlaczego. Coś jej ulżyło. Wyciągnęła komórkę i wybrała nr do Kaśki, swojej kumpeli.
- No hey. Słuchaj mogłybyśmy się spotkać? Po co? A tak… Wiesz, chciałam pogadać. O 18:00? Nie ma sprawy. Najlepiej będzie jak do mnie przyjdziesz. W porządku. To buś – pożegnała się i rozłączyła. Idąc dalej, nie wiedząc czemu, aż podskoczyła z radości. „To mój szczęśliwy dzień” – pomyślała i stwierdziła, że ma ochotę na plac zabaw. Usiadła na huśtawcę i patrzyła na dzieciaki bawiące się w piaskownicy. Uśmiechnęła się do małej dziewczynki, która miała nadzwyczajnie krótką spódniczkę, jak na swój wiek. Nie wiedząc czemu to robi, podeszła do niej i zupełnie niefrasobliwie powiedziała z zachęcającym uśmiechem:
- Tak trzymaj. Mała spojrzała tylko na nią ze zdziwieniem. Kim odwróciła się i poszła w stronę swojego domu. W drodze dostała jakiegoś sms’a. Odczytała:
„Ty zaczęłaś. To nie moja wina. Mogłaś mnie nie sprowokować. A tak ogółem… Miałem nadzieję, że wczoraj się wszystko jakoś ułoży. Mówiąc wczoraj mam na myśli ten moment, kiedy z płaczem wpadłaś na mnie na imprezie. Cóż… Twoja wola. Widocznie dla ciebie najważniejszy jest sex. Ale ja cię jeszcze poznam… Ale poznam CIEBIE, a nie tę pokrywę, którą nosisz na sobie. Bynajmniej, jak na razie nie mam zamiaru tego robić dopóki mnie nie przeprosisz. Jestem cierpliwy. Nie musisz się spieszyć. Bill”. Kim, aż wmurowało ze złości. Nie kryjąc swojego oburzenia kopnęła ze złością w śmietnik, który stał koło drogi. Jakaś staruszka spojrzała na nią przestraszona i wzięła na ręce swojego miniaturowego pieseczka miniaturowego szybko się oddaliła. Dobry humor Kim, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Zdobyła się tylko na napisanie sms’a do Billa o treści: „Bredzisz. I śnisz przy okazji, bo nigdy cię nie przeproszę. Nie mam zamiaru, bo nie zależy mi na tej znajomości. Kim”. Jednak ten sms nie do końca równał się z parwdą. Szczerze mówiąc, Kim to wiedziała o tym, ale bała się o tym przyznać komukolwiek, a tym bardziej sobie. Nie chcąc już niczego się dowiedzieć, ani niczego zobaczyć, wyłączyła telefon i weszła do swojego domu, zamykając drzwi na klucz.
komentarze [16]ROZDZIAŁ 6 >> niedziela, 28 stycznia 2007 14:03:25
To tylko na wstępie chciałam przeprosić, za to, że tak długo nie dodałam noty, ale tak mi się ją jakoś dziwnie pisało, że nie wiem! Ale jest już gotowa i czeka tylko, aby ktoś ją przeczytał. I wspomnę tylko, że nie wiem kiedy będzie nowa nota, bo wyjeżdżam na ferie i zalezy to od czasu mojej nieobecności. Dobra, dobra już kończę. CZYTAJCIE !!!
Do godziny 15:00 następnego dnia dziewczyna sprzątała u siebie w domu. Od dobrych kilku miesięcy nie miała czasu na porządne sprzątanie. Przy okazji znalazła sporo zgubionych przez siebie wcześniej rzeczy. Telefon Billa leżał na stole, w kuchni. Myślała cały czas jak mu go zwrócić, na co serdecznie nie miała ochoty. Uprała większość swoich rzeczy i bluzę Toma. Komórka Billa odzywała się co jakiś czas. Ignorowała to. Po długich jednak zamyśleniach doszła do wniosku, że nie jest tchórzem i nie będzie się bała zanieść mu komórki. Przy okazji odda Tomowi jego bluzę i nie będzie już miała wobec nich żadnych zobowiązań. „Oni obydwaj jacyś dziwni. Tacy nie swoi… Nie przypominam sobie ich tutaj wcześniej” – pomyślała i ubrała jeansy, t-shirt i białą bluzę. Wzięła torbę z rzeczami chłopaków i wyszła z domu. Po wyjściu zaczął dzwonić jej telefon.
- Tak? Ok. No dobra, nie ma sprawy. Pa – powiedziała i schowała komórkę. To Hela – kazała jej do siebie przyjść. Pomyślała, że to może i dobrze, pogada sobie z nią, to ją troche otrzeźwi. Po 10 minutach była już u Heli. Przywitały się i weszły do salonu. Wszędzie były popielniczki, bo Hela kochała jarać. Nigdy nie brała się za skręty, paliła tylko markowy tytoń.
- Zapalisz? – powiedziała z uśmiechem wyciągając paczkę Malboro{®}.
- A jak inaczej? – Kim odpowiedziała z uśmiechem i wzięła papierosa.
- Słuchaj, mam sprawę – powiedziała z cwaniackim uśmiechem.
- No? – zapytałam zaciągając się.
- Robię dzisiaj ‘mały’ melanżyk, nie, i może byś przyszła trochę wcześniej, co? – zapytała z cwaniackim uśmieszkiem.
- Hmm… - zamyśliła się Kim – myślę, że pewnie bym przyszła, ale nie jestem skora do imprezowania. Głowa mnie ostatnio boli, wiesz ogółem jakoś się nie najlepiej czuję – skłamała.
- I myślisz, że ci uwierzę? – zapytała z uśmiechem. Kim wkurzały takie sytuacje. Zdarzały się często w towarzystwie Heli, bo ona znała ją prawie na wylot.
- No dobra… Faceci mi namieszali w życiu, jakoś… No… Kurczę, sama nie wiem jak to określić.. – jąkała się. Hela puściła jej oczko. Zrozumiała ją dokładnie. Kim ucieszyło to, bo nie była skora w tym momencie do zwierzeń. Pogadały jeszcze o bibie i w końcu Hela ją namówiła. O godzinie 18:00 miała u niej być. Pomyślała, że to dobrze, bo w razie czego, będzie miała pretekst, żeby szybko zwiać od Kaulitzów. Wyszła od Heli i szła szybkim, równym krokiem. Po 20 minutach była już przed domem braci. Spojrzała na zegarek. 16:50. Weszła przez furtkę i stając przed drzwiami ostrożnie zadzwoniła dzwonkiem. Czekała chwilę i usłyszała śmiechy. Po chwili usłyszała kroki do drzwi. W drzwiach stanął Bill. Drzwi otworzył z uśmiechem, ale gdy zobaczył Kim, automatycznie spoważniał.
- Cześć – powiedziała niepewnie – zostawiłeś u mnie jak byłeś ostatnio telefon, a Tomowi przyniosłam bluzę, którą od niego pożyczyłam po tej… eee.. wtedy – dodała pośpiesznie.
- Jasne. Dzięki – dodał martwym głosem biorąc od niej rzeczy – nie wchodzisz do Toma? – zapytał ironicznie.
- Nie, nie wchodzę. Odpierdol się Bill i nie wypominaj mi tego, ani nie zaczynaj od nowa, bo to jest moje życie – powiedziała szybko, acz bardzo wyraźnie.
- Pewnie i ty najlepiej sobie z nim radzisz – dodał, a w jego głosie słychać było sarkazm.
- Bez komentarza. Cześć – powiedziała i odwróciła się, ale z kuchni doszedł krzyk:
- Bill, kogo przyniosło? Może jakaś łatwiutka? – Kim usłyszała krzyk Toma. Starała się udawać, że go nie usłyszała szybko wybiegła na ulicę. Z daleka usłyszała głos Billa – „Tylko się nie przewróć!” i jego śmiech. Wzburzyła się w niej taka złość, jakiej nie zaznała od bardzo dawna. „Co on sobie myśli?!” – myślała wkurwiona. Przebiegła przez pasy i podążyła w stronę swojego domu. Zdała sobie sprawę, że nie ma najmniejszej ochoty iść na tę imprezę. Ale w końcu obiecała. Ubrała się w jakieś sexowne łaszki i pomyślała, że właśnie specjalnie wyrwie dziś pierwszego, łatwego i go wykorzysta. Spojrzała na zegarek. „Cholera! Muszę już wyjść!” – pomyślała, po czym to zrobiła. Do Heli doszła szybko i od razu zabrała się do kupna piw. Po drodze do sklepu Hela zagadała:
- Eee.. Wiesz słyszałam, od kogoś, eee.., no… Wiesz obiło mi się o uszy… - jąkała się.
- No wyduś to z siebie do jasnej cholery! – krzyknęła Kim.
- No.. Eee.. – jąkała się, ale przestała gdy napotkała wzrok Kim – Słyszałam, że kręcisz z młodszym Kaulitzem - dokończyła pospiesznie.
- Kto ci to powiedział? – zapytała poważnie Kim.
- No… Sporo osób – powiedziała ostrożnie.
- Eee.. Szczerze mówiąc, spotkaliśmy się tak w ramach spotkania towarzyskiego, tylko raz i nie mam z nim nic wspólnego - w tym momencie, Kim utkwiła w gardle gula i przestała na chwilę mówić - ale nawet gdyby coś, to coś nie tak? – dokończyła patrząc na Helę.
- Nie no… Wszystko w porządku… Tak, ok… - powiedziała przytakując.
- Hmm.. – Kim zamyśliła się na chwilę, po czym spytała – Czy ja czegoś nie wiem? W odpowiedzi milczenie. Kim zatrzymała się na chwilę, a Hela zrobiła to samo i utkwiła wzrok w ziemi. Stały tak z minutę, po czym Kim uświadamiając sobie, że nic z niej nie wydusi, powiedziała tylko:
- Chodźmy już szybciej, bo w końcu nie zdążymy. Hela przytaknęła głową i ruszyły do sklepu. W drodze powrotnej w ogóle się do siebie nie odzywały. W domu rozmawiały, ale tylko o imprezie. Gdy doszła godzina 19:00, zaczęło się schodzić towarzystwo. Dużo osób, przy witaniu z Kim, odwracało głowę z zakłopotaniem i odchodziło. „Co z nimi wszystkimi kurwa jest?!” – pomyślała, gdy kolejna z rzędu osoba, po przywitaniu z nią odchodziło natychmiast. Odciągnęła Helę na bok i z natarczywością zapytała:
- O wam wszystkim chodzi? Powiesz mi, czy mam cię błagać na kolanach?
- Ja nic nie wiem – odpowiedziała Hela martwym głosem i wyszła spod nacisku Kim. Ta z głową pełną myśli. Nie wiedziała, o co im wszystkim chodzi. Podeszła więc w osłupieniu do stolika i zupełnie bezwładnie spojrzała na drzwi. Mało nie upadła, gdy zobaczyła, kto właśnie wchodzi. Bill i Tom. Aż w niej zawrzało. Postanowiła traktować ich jak powietrze i udawać, że ich nie widzi. Gdy Bill zaczął się zbliżać w jej stronę szybko wycofała się i poszła w stronę pokoju Heli. W pokoju jakiś chłopak lizał się z jakąś panną. Wyszła i podążyła w stronę łazienki. „Czemu jestem, aż taka zła?! Co się kurwa ze mną dzieje?!” – zapytała samą siebie i przemyła twarz. Kiedy wycierała się ręcznikiem, drzwi łazienki się otworzyły. Zanim zobaczyła, kto wszedł krzyknęła:
- Pukać nie nauczono?! Wyj… - nie zdążyła dokończyć, gdy zobaczyła, że w drzwiach stoi Tom. Powiesiła ręcznik na wieszaku i udając, że go nie widzi wyszła z łazienki. Złapał ją za rękę i zapytał:
- Co się z tobą dzieje? Dzwoniłem do ciebie ze 300 razy, a telefon jak milczał, tak milczy. Co się zfoszyłaś i chodzisz z podniesioną głową, królewno? – zapytał wpychając ją z powrotem do łazienki.
- Odpierdol się Kaulitz! O co ci jeszcze chodzi?! Ty i twój brat jesteście jacyś pojebani… - powiedziała z politowaniem.
- To ty jesteś pojebana. Ty się kurwa zakochałaś czy co? – powiedział z niedowierzaniem.
- Ty chyba chory jesteś! Ja nigdy się nie zakochuję! Zrozumiałeś?! Nigdy! – nagle wybuchła tak gwałtownie, bo złość gromadzona od 2 dni, sięgnęła szczytu. – Nigdy więcej nie mów, że się w kimś zabujałam! – krzyknęła tak głośno, że ludzie zaczęli odwracać głowy i przyglądając się z zaciekawieniem, tak, że w domu zaległa cisza.
- Co się kurwa gapicie? Książkę piszecie? – krzyknęła wkurzona, trzaskając drzwiami od łazienki. Wzięła swoją kurtkę, którą zostawiła na fotelu i nie patrząc na nikogo wybiegła z domu. Zaślepiona, nie myśląc o niczym, biegła przez chodnik, do chwili, gdy wpadła w czyjeś ramiona. Nawet nie chciała wiedzieć, czyje chodź się tego domyślała. Poczuła niesamowity zapach perfum i ciepło przechodzące przez Billa. Tak, to był Bill. Nie wiedziała czemu to robi, ale nie mogła się od niego oderwać. Nagle z jej oczu popłynęło kilka łez. Nawet nie próbowała ich pohamować. A przecież nigdy nie płakała. Dłoń Billa przygładziła jej włosy, a druga ręka objęła w pasie i skierowała w stronę uliczki.
- Zajmę się tobą – usłyszała tylko pełen troski i zarazem stanowczości głos Billa.
komentarze [32]ROZDZIAŁ 5 >> sobota, 20 stycznia 2007 23:50:13
Kim otworzyła oczy. Podniosła nieco głowę i spojrzała na pokój. Zrobiła to z ledwością, bo łeb nawalał ją nieziemsko. Zbierając myśli i starając się nie patrzeć w okno, zaczęła sobie przypominać wczorajszy dzień. „Ekhm… Jestem u Toma. Przespałam się z nim. Czy to źle?” – pomyślała, pytając samą siebie i spojrzała w prawo. Tom leżał jak małe dziecko. Nogi na wszystkie strony, jedna ręka pod głową Kim, a druga zwisała bezwładnie z łóżka. Uśmiechnęła się i zaczęła drażnić jego noc kosmykiem włosów. Bardzo lubiła kogoś budzić. Ale oczywiście w taki sposób, żeby ta druga osoba wstała zdenerwowana. Tom zaczął we śnie pocierać ręką nos. Kim nie dawała za wygraną, więc Tom otworzył oczy i spojrzał wprost na nią. Uśmiechnął się szeroko, a Kim odwdzięczyła się tym samym. Włożył dłonie pod kołdrę o objął ją delikatnie.
- Dzień dobry miśku. Jak się spało? – zapytał z uśmiechem.
- A bardzo dobrze, nie licząc kilku razy, kiedy wymachiwałeś rękami jak szalony – powiedziała z wyrzutem.
- Wybacz skarbie, mam czasami takie napady – powiedział szczerze.
- Jasne. Teraz spadaj, muszę wstać, nie chcę mi się… - tu urwała, bo usłyszała na schodach czyjeś kroki – kto to? – zapytała ze strachem.
- A nie martw się, to pewnie mój brat bliźniak – powiedział beztrosko – wejdź głębiej pod kołdrę, żeby ci przypadkiem czegoś nie zauważył – powiedział puszczając oczko i spoglądając na jej dekolt.
- Nie rób sobie jaj – powiedziała nagle poważnie – nie mam ochoty, żeby widział mnie teraz twój brat – powiedziała ze złością i schowała się prawie cała pod kołdrę odsłaniając tylko głowę, a Tom zaśmiał się i objął ją ramieniem. W tym momencie drzwi pokoju otworzyły się. W drzwiach stał jakiś chłopak, ale Kim ledwie go widziała, bo patrzyła przez ramię Toma.
- Tom, kurwa ile można czekać? – krzyknął ze złością – szwendasz się nocami z jakimiś kurwami, a teraz dobudzić cię nie można! Masz pół godziny, bo inaczej… - Tu urwał spoglądając na Kim. Dziewczyna już wcześniej zorientowała się kim jest ten chłopak. To był Bill. Nic nie mówiąc, spojrzała na sufit i patrzyła się tam, jakby ją w nim coś bardzo zainteresowało.
- Eee… To ja .. Nie będę wam przeszkadzać – powiedział dziwnie, rzucając ponure spojrzenie na Kim.
- Mądry wybór. Nie zwlekaj – powiedział Tom i odwrócił się w stronę Kim. Bill wyszedł trzaskając drzwiami i zbiegając po schodach. Kim zdążyła wydobyć tylko 3 słowa:
- Niech to szlag.
- No coś ty… To tylko mój brat! Nazywa się Bill – zaczął, ale przerwała mu.
- Wiem jak się nazywa! Znam go! A raczej, prawie znam – dodała widząc minę Toma.
- Spotykacie się? – zapytał ją już bez cienia uśmiechu.
- Nie… Spotkałam się z nim dwa razy… Byłam u niego w tym tygodniu. Spotkaliśmy się przypadkowo – dodała, wstając i szukając ubrań. Tom obserwował ją uważnie. No tak… Przecież była naga.
- Słuchaj mogę wziąć prysznic? – zapytała zakładając bluzkę, bo stanik porwany leżał w koszu.
- Pewnie – powiedział podkładając ręce pod głowę i patrząc w sufit. Nagle coś w nim nabuzowało i zrobił się wyraźnie wkurzony.
- KURWA!! – zaklął głośno – Chyba jeszcze nigdy nie poznałem laski, która wcześniej nie poznałaby Billa! – krzyknął wkurwiony wstając. Podszedł do Kim, złapał ją za ręce przyciskając je do ściany i zbliżył jej twarz do swojej. Był wyraźnie wściekły.
- Spałaś z nim? – zapytał patrząc jej w oczy. Jak ona tego nienawidziła!
- Nie – odpowiedziała szczerze, patrząc obojętnie na brodę Toma – a teraz sorry, chcę się umyć – dodała z naciskiem. Puścił ją, a sam wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami i zbiegając na dół. Kim znalazła swoją spódniczkę, ale nie mogła znaleźć swojej bluzki. Wzięła szybki prysznic i z fotela obok łóżka ściągnęła wielką bluzę. Zabrała swoją komórkę z szafki nocnej i zaczęła schodzić po schodach. Zeszła na dół i sama nie wiedziała co ma robić, bo najchętniej wyszłaby po prostu do siebie, ale czuła, że byłoby to nie w porządku. Bardzo było jej głupio gdy zaglądając do kuchni zobaczyła Billa robiącego jajecznicę.
- Eee… Cześć – powiedziała ostrożnie.
- Cześć – odparł obojętnie.
- Eee… To ja idę – powiedziała tylko – przekaż Tomowi jakbyś mógł, ok.? – dodała i odwróciła się w stronę drzwi.
- To już przekracza ludzkie pojęcie! Jak ty tak możesz?! – odwrócił się w jej stronę i podszedł do niej – Przepałaś się z moim bratem i nic sobie z tego nie robisz, jak gdyby nigdy nic, schodzisz i mówisz mi cześć, jak możesz w ogóle się do mnie odzywać?! – zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- A co w tym dziwnego? NIKT mi niczego nie może zabronić! Co ja cię obchodzę?! Przecież praktycznie się nie znamy! Robisz mi wyrzuty, a przecież ty mnie nawet nie znasz! – krzyknęła wkurzona.
- W tym cały twój urok – powiedział spoglądając jej w oczy – nikt nigdy cię do końca nie poznał. Nie umiesz nawet spojrzeć mi w oczy. W głębi duszy jesteś znękaną osobą, zagubioną w świecie. Powiedz, co takiego chcesz ukryć? Czemu nie pokażesz się od swojej prawdziwej strony?! – zapytał głośno. Zero odpowiedzi. Chwila milczenia, aż w końcu:
- Bredzisz – powiedziała stanowczo, zbierając w sobie odwagę i spoglądając mu prosto w oczy – Nigdy, nie miałam żadnych tajemnic. Robisz ze mnie ofiarę? Sama bardzo dobrze sobie radzę. Moja sprawa, z kim sypiam. Nie jesteśmy razem, nic mnie z tobą nie łączy. A teraz z łaski swojej odejdź, bo muszę już iść – dodała stanowczo – A i przekaż Tomowi, jeśli się pojawi, że wzięłam jego bluzę, ale niech się nie martwi, oddam mu przy najbliższej okazji.
- Wiesz co? Zachowujesz się jak dziwka – powiedział posępiony. Kim odwróciła się w jego stronę. Podeszła, dotknęła jego twarzy. Bill przez chwilę myślał, że chce go pocałować, ale ona schyliła się tylko ucho i szeptem powiedziała:
- Nigdy. Odwróciła się na pięcie, wyszła zamykając ostrożnie drzwi i Bill spojrzał tylko przez okno, ale jej już nie było. Strasznie go coś ścisnęło w żołądku. Coś źle mu mówiło i w uszach brzmiał mu stanowczy i straszny głos Kim: „Nigdy”. Bardzo go to irytowało, a zarazem zasmuciło, bo sam dokładnie nie wiedział czy słowo tyczyło się tego, że nigdy nie będzie dziwką, czy tego, że to już koniec ich spotkań. Kim w tym samym czasie szła w stronę domu i spoglądała na kościół do którego tak dawno nie zaglądała. Coś ją strasznie w tamtą stronę ciągnęło, ale przypomniała sobie, że w stroju w którym jest obecnie, raczej się tam nie pokaże. Poszła więc do domu, umyła się i zanajdując w szafie ostatnie przyzwoite ubrania poszła na mszę.
{Kilka słów od autora}
To tak.... Musze więc coś wyjaśnić. Padło ze strony pewnego czytelnika pytanie, jak to możliwe, że Kim nie wie kim jest Bill czy Tom. Otóż wyjaśniam. Kim jest w pewnym stopniu 'zakręcona' i jakoś nie interesują ją kapele muzyczne. Poza tym, Kim mieszka w małym miasteczku, za to bardzo nadzianym i takie towarzystwo jak Bill czy Tom jest naturalne i nikt nie zachowuję się, że tak to określę jak prostak i nie będzie się drzeć na ich wiodok. I oczywiście po drugie, w końcu to tylko zmyślone opowiadanie, więc wszystko jest możliwe. Czyż nie?
komentarze [11]ROZDZIAŁ 4 >> czwartek, 18 stycznia 2007 19:25:31
Dziewczyna wyszła z domu i skręciła w lewo. Bill od razu zniknął. „Cwaniaczek myśli, że jest nie wiadomo kim i łatwo mu ze mną pójdzie. Niedoczekanie jego” – pomyślała i ruszyła w stronę baru. Jak zwykle oberwało jej się od szefa, ale przynajmniej wypuścił ją i całą załogę już o 19:00, bo jest remont. Kim się ucieszyła, bo będzie teraz miała aż 4 albo 3 dni wolnego, zależnie od trwania remontu. Zaczynało powoli się już robić ciemno i Kim chciała szybko iść do domu, bo z zadowoleniem przypomniało jej się o imprezie, która ma być w pubie, niedaleko jej domu. Wpadła jak najszybciej do domu i zaczęła szukać jakiś kusych ubrań. Znalazła czarną mini z małymi falbankami i chciała do tego założyć szpilki, ale jej doświadczenie w ich noszeniu było równe zeru. Założyła więc krótki top i do tego białe adidasy. Po uprzątnięciu po wierzchu całego bałaganu, który się ostatnio uzbierał, schylając się pod łóżko znalazła komórkę. Ale nie jej. „Kurwa. To pewnie Billa… I znowu będzie miał pretekst, żeby się ze mną spotkać. Fuck!” – pomyślała wkurwiona. Podeszła do lampki i zapaliła światło, bo zaczynało się ściemniać. Wyciągnęła z kieszeni swój telefon i wybrała nr do Ash.
- Siema. Ej Ash, słuchaj będę. Tak… Wiem super, szef nas wcześniej zwolnił. O której mam być? O 20:30? Spox, dobra czekaj na mnie przed wejściem, ok.? Dobra paps – imówiła się z Ashley i wyciągnęła komórkę Billa. Coś ją strasznie korciło, żeby przeczytać jego esy i ogólnie poszperać w telefonie. „Całe szczęście, że jest włączony” – pomyślała i wybrała „Wiadomości”. Otwierając pierwszego esa zobaczyła nadawcę (Tom) i otworzyła. „Bill gdzie ty się szwendasz?! Czekamy na ciebie w Sali prób od 2 godzin! Popierdoliło cię? Nasz menedżer znowu jest strasznie na ciebie wkurwiony. Daj depa!”. Tu Kim zrobiła tylko wielkie oczy. „Co to ma być? Jakiej Sali? A ten Tom… To chyba przecież jego brat bliźniak! Tak… Coś mi się przypomina! A godzina… 21:43… To wczoraj przecież jak piliśmy u niego to całe wino…” – pomyślała i zaczęła przygryzać wargę. W pewnej chwili małoby nie upuściła telefonu, jak zaczął wibrować, a na wyświetlaczu pojawiło się tylko „Tom dzwoni”. „Przecież nie odbiorę. Kurwa i co ja mam teraz z tym telefonem zrobić?!” – pomyślała i rzuciła go na łóżko, a sama ubrała kurtkę i wyszła z domu. „Niech się dzieje, co chce. Nie będę wydzwaniać po jego liście kontaktów, żeby się dowiedzieć, gdzie jest, tylko dlatego, że jest nieogarnięty i zapomniał telefonu!” – myślała idąc. Wyszła zza rogu i podążała w strone pubu. Z daleka widziała już czekającą na nią postać Ash. Obok niej z piwem w ręku stała Hela. Obie głośno się śmiały i witały z rozbawieniem wszystkie osoby wchodzące na dżampę Kim często na Ash mówiła Parysia, bo jej energia do imprezowania, była nieskończona, identycznie jak Paris Hilton. Ash, potrafiła w 3 dni zarwać 4 noce… Nawet Kim, która chodź doświadczona w tych rzeczach musiała odespać choć pare godzin, bo inaczej była jak trup.
- Kim!! – krzyknęła Ash wyciągając ręce, w której w jednej trzymała fajkę.
- Siema. Daj przyjarać – rzuciła Kim i przywitała się z Helą – długo już czekacie? – zapytała patrząc na kilku kolesi, którzy właśnie wchodzili na imprę z cwaniackimi uśmieszkami.
- A ty co taka w humorze i ogólnie? – zapytała Hela popijając piwo.
- A wkurwiłam się na jednego kolesia. Huj myślał, że weźmie mnie na swoją ‘inność’, że się tak wyrażę i … kurwa! Zdenerwował mnie i już! Chodźmy potańczyć, muszę się rozluźnić – powiedziała wstając z ławki. Ash podeszła jeszcze do jakiegoś towarzystwa i zaczęła z nimi gadać. Hela poszła z Kim i obie siadając przy jedynym już chyba wolnym stoliku, zamówiły drinki. W pubie pracował strasznie niedorozwinięty kelner, którego Kim i Hela nazywały Pikaczu. Zawsze był nimi strasznie zachwycony i na byle słowo, dziewczyny dostawały od niego drinki za freeko. Podał im napoje i uśmiechając się do nich jak Pikaczu odszedł do baru.
- Idziemy potańczyć? – zapytała Hela.
- Pewnie – odpowiedziała Kim – muszę się jakoś rozluźnić – dodała. Obydwie udały się na parkiet i zaczęły tańczyć. Nagle ‘na Helence’ wylądował jakiś chłopak. Był chyba troszkę dziabnięty i zaczął przepraszać Helę. Ale laskę też już brał alkohol i mało co zwróciła na niego uwagę. Chłopak odwrócił się od niej i spojrzał na Kim, która tańczyła teraz z jakimś blondynem. Uśmiechnął się do niej i odszedł. Typowy skejciaż. Bagginsy do kolan i XXL bluza, a do tego dredy i czapka. Idealne połączenie. Kim nagle zachciało się na pawia, więc wybiegła spośród tłumu i podążyła w stronę kibla. Wpadła do jednej z kabin i puściła sexownego pawika. Wychodząc chciała przepłukać usta, ale zamiast tego w kabinie obok usłyszała jęki. Po krótkim namyślę, doszła do wniosku, że skądś zna ten głos. Drzwi były niedbale przymknięte i w kabinie zauważyła jakiegoś kolesia, który jak za chwilę spostrzegła ostro posuwał… Ash. „Ach… Ta to nie przepuści okazji…” – pomyślała i wyszła z łazienki zostawiając parę w ekstazie. Jednak ta para pierdoląca się w kiblu z deka ją podnieciła. Postanowiła się zaspokoić, ale oczywiście do tego potrzebny będzie jej jakiś kolo. Spojrzała po tłumie, gdy nagle ktoś złapał ją za nadgarstek. Odwróciła się i zobaczyła przed sobą kolesia, który wpadł na Helę. Pociągnął ją delikatnie w stronę tylnego wyjścia. Kim nie stawiała żadnych oporów. Zaczęła być coraz bardziej podniecona.
- Słuchaj, też mam ochote się bzykać, ale powiedz mi tylko gdzie, bo nie mam zamiaru robić tego w samochodzie, czy na świeżym powietrzu. Tym bardziej tym, gdzie jest prawdziwy burdel na świeżym powietrzu – powiedziała wskazując na park nieopodal.
- Nic się nie bój. Idziemy do mnie - powiedział z uśmiechem.
- Skąd mam wiedzieć, czy nie jesteś jakimś zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić ? – zapytała niby poważnie, ale naprawdę, nie miałaby nic przeciwko temu.
- Jeśli chcesz mogę pójść i dam ci spokój – powiedział szczerze, puszczając jej dłoń.
- Coś ty… Chodźmy szybciej – powiedziała z nutką uwodzenia.
- Looz. Tom jestem… A ty raczej nie musisz się przedstwiać… Jesteś Kim Gulcan, prawda? – zapytał z uśmiechem znowu łapiąc ją za rękę i prowadząc coraz szybciej.
- Eee… Tak a skąd wiesz? – zapytała podejrzliwie.
- Znam cię z tego typu imprez. Widziałem cię tutaj dość często. Zresztą już kiedyś się poznaliśmy, ale ty byłaś z deka nagrzana, więc chyba nie pamiętasz – wyjaśnił na zdziwioną minę dziewczyny.
- Może masz rację – powiedziała, próbując sobie przypomnieć, kiedy go poznała.
- Gdzie mieszkasz? – zapytała po chwili milczenia.
- Och.. Niedaleko.. Za tym zakrętem na rogu 89 – powiedział wskazując palcem.
- To dobrze, bo nogi już mnie bolą – powiedziała łapiąc się za kolano.
- Wytrzymaj jeszcze sekundę – powiedział przyspieszając. Zaczęli już prawie biec i rzeczywiście po chwili byli na miejscu. Tom zaczął grzebać po kieszeniach i szukać kluczy. Dom był bardzo ładny. Nie ogromny, ale bardzo wypasujący się w otocznie. Gdyby Kim była bardziej trzeźwa, pewnie by i zwróciła uwagę na więcej szczegółów, ale w jej obecnym stanie, myślała tylko o męskości Toma. On chyba również był coraz bardziej podniecony, bo otwierając drzwi zrzucił czapkę w biegu i pędem popędził łapiąc Kim za rękę, na górę. Gdy znaleźli się w sypialni, nikt nic już nie mówił, tylko w biegu wzajemnie ściągali z siebie ubrania, całując się. Gdy Kim została już tylko w staniku i czarnych stringach, a Tom w slipkach rzucili się na łóżko i zaczęli namiętnie całować. Kim leżała na plecach, a Tom pochylony nad nią zaczął wodzić jej językiem po szyi. Po chwili jego głowa zawędrowała do piersi Kim. Zadrżała. Jego dłonie wsunęły się pod Kim, szukając zapięcia stanika. Gdy go odpiął, zębami zerwał go z niej. Nie mogąc dłużej wytrzymać jego przewagi, przekręciła się na drugi bok i usiadła na nim okrakiem. Zaczęła lizać jego usta, po czym zjeżdżając niżej zatrzymała się na chwilę przy sutkach. Poczuła pod sobą twardą męskość Toma i jego wzrok pełen pożądania.
- Błagam, już nie wytrzymam – jęknął, po czym jednym ruchem ręki zerwał z niej stringi i przewrócił na drugi bok wchodząc w nią. Jęknęła cicho. Był niesamowicie dobry. Kim już po chwili zaczęła czuć, że dochodzi, więc pojękiwała tylko cicho i wyczekiwała upragnionego momentu. Tom chciał zadać jej taką przyjemność, żeby go zapamiętała do końca życia. Co jak co, ale doprowadzić Kim do szczytu rozkoszy (©) to nie byle osiągnięcie. Po kilku minutach para leżała naga w łóżku dysząc ciężko, jakby dopiero co skończyło bieg na kilometr. Tom spojrzał na Kim i powiedział tylko:
- Jesteś nieziemska – powiedział z podziwem.
- Ty też – zwróciła głowę w jego stronę, ale on nagle zrobił się cały czerwony i miał przerażone oczy.
- Kurwa, co ci jest?! – zapytała z przerażeniem.
- Ale ze mnie pojeb… Jaki ja jestem popierdolony…W pale się nie mieści!!... GUMKI NIE UŻYŁEM! – krzyknął przerażony. Kim zaczęła się śmiać. Spojrzała na niego krytycznie.
- Myślisz cioto, że pozwoliłabym ci się przelecieć bez zabezpieczenia?! – zapytała ironicznie – Jestem na prochach (antykoncepcyjnych) – dodała widząc jego zdziwioną minę. Tom odetchnął tylko z ulgą i spojrzał na nią ze szczerym uśmiechem. Położył głowę na jej nagich piersiach i zasnął. Po krótkim czasie Kim też już spała.
komentarze [12]ROZDZIAŁ 3 >> czwartek, 11 stycznia 2007 20:57:53
Kim obudziła się o godzinie 11:00. Obudziły ją oczywiście te wkurwiające ptaszki. Ledwo otworzyła oko, a jasne promienie słoneczne wdarły się przez jej powieki, oślepiając ją. Spojrzała na sufit i poczuła niesamowitą pustkę. Zupełnie nie wiedziała jak się tu znalazła, co wczoraj robiła i co dzisiaj jest. Wygramoliła się spod kołdry włożyła kapcie i poczłapała do łazienki. Spojrzała na siebie. Jeden wielki paradoks. Oczy, choć ładne, strasznie podkrążone i sine. Włosy w nieładzie i zapuchnięta twarz. „Gdzie ja wczoraj byłam?! Kurwa, nic nie pamiętam!” – pomyślała po czym zdjęła jeszcze wczorajszą odzież i wskoczyła pod prysznic. Długo trwało zanim się w tej łazience doprowadziła do normalności. Już wypicowana wróciła do swojej sypialni i zaczęła szukać telefonu. Po kilku minutach poszukiwań znalazła go zagrzebanego w ubraniach na fotelu. Na wyświetlaczu widniała wiadomość: „Masz 1 nieodebraną wiadomość”. Przeczytała – „Hey, tu Bill słuchaj, jeśli chcesz, możemy się dziś spotkać, najlepiej u ciebie, ale daj szybko odpowiedź, bo muszę wiedzieć wcześniej… Odpowiedz jak najszybciej. Bill”. Momentalnie wróciła jej pamięć. „No tak… Ładnie się wczoraj winem ochlała. Tylko nie pamiętam, jak się tu dostałam. Muszę się dowiedzieć. Dobra spotkam się z tym całym Billem.” – pomyślała i odpisała „Tak, dziś o 14:00, jeśli możesz” – napisała i poszła do kuchni. Zrobiła sobie śniadanie. Praktycznie, cały dzień do godziny 14:00 przesiedziała przed TV. Gdy była 14:15, pomyślała, że może on jednak nie przyjdzie, ale usłyszała dzwonek do drzwi. Wyłączyła telewizor i poszła otworzyć drzwi. W drzwiach stał rzeczywiście Bill, ale znowu przykryty jakimiś gównami.
- Spóźniłeś się – powiedziała tylko i poszła do salonu zostawiając otwarte drzwi i siadając na kanapie. Chłopak wszedł do salonu, stanął naprzeciwko niej i podał jej rękę.
- Cześć – powiedział wyciągając dłoń.
- Daruj sobie. Nie mam czasu za dużo, właściwie już mało, bo jeszcze ty się spóźniłeś, więc siadaj i powiedz mi tylko, co się wczoraj stało. Chłopak nadal stał z wyciągniętą ręką, więc chcąc nie chcąc dziewczyna podała mu ją i wskazała fotel naprzeciwko siebie.
- Liczyłem na milsze powitanie, ale cóż. Sorry, za spóźnienie, ale miałem ważną sprawę do załatwienia. A ty, dlaczego w takim radosnym humorku? – powiedział Bill, siadając na fotelu.
- Jasne. Ważna sprawa – tu Kim prychnęła – nic ci do tego jaki mam humor – ucięła – proszę cię tylko o opowiedzenie mi o wczorajszych wydarzeniach – dokończyła.
- Kultura czyni cuda, uwierz mi – dodał patrząc jej w oczy. Odwróciła wzrok, bo nie lubiła gdy ktoś patrzył się jej w oczy. Spojrzała na niego krytycznie. „Dlaczego on zawsze mi się stawia?” – pomyślała ze złością.
- Proszę – powiedziała po chwili milczenia, wciąż patrząc bardziej na jego czoło, niż na oczy.
- Widzisz? – uśmiechnął się – a więc wczoraj troszkę przegięłaś z tym winem, tym bardziej, że potem oglądając etykietkę, okazało się, że to wino miało 50 lat – spojrzał na nią – Zemdlałaś. Najzwyczajniej w świecie. Gadałaś potem coś jeszcze o tej „Dermie”, ale pomyślałem, że musiałbym być ostatnim kretynem, żeby cię tam zawieść. Pół na jawie, pół na serio podałaś mi adres do swojego domu. Przywiozłem cię tutaj zaniosłem na górę i pojechałem do siebie. To wszystko – zakończył.
- Jesteś tego pewien? – zapytała podejrzliwie.
- Absolutnie – odparł stanowczo – nie jestem zbokiem.
- Nie o to chodzi… A zresztą – dodała po namyślę – sorry, ale fajnie było itd., ale ja teraz muszę wrócić do normalnego życia, mam pracę, mam różne inne zajęcia. A tak przy okazji… Dlaczego ty wiecznie chodzisz zakryty? Wiecznie gdzieś się spieszysz i nawet nie chcesz podać mi swojego nr? – wyrzuciła - Nie myśl, że chcę – dodała po chwili.
- Czasami mnie zadziwiasz – powiedział nagle bez cienia uśmiechu – jesteś taka nieprzystępna, wręcz lodowata – powiedział – czy zawsze wszystko musi być dla ciebie takie obojętne? – zapytał ją wstając. Kim również wstała i podeszła do okna. Stała tak kilka minut i cisza zupełnie wypełniła pokój. Odwróciła się nagle, a przed jej twarzą była twarz Billa. Spojrzał jej prosto w oczy, ale ona szybko odwróciła wzrok i przeszła obok, podchodząc do wieszaka.
- Sam już nie wiem… Boisz się mnie? – zapytał.
- Co cię to obchodzi? Dlaczego ty jesteś taki małostkowy?! Jeśli chcesz się ze mną przespać powiedz mi to tu i teraz! Czy naprawdę, jeśli chcesz mnie przelecieć musi cię obchodzić to co ja czuję? Czy to ważne?! – powiedziała nieco podniesionym głosem.
- Wcalę nie chcę cię przelecieć! Nie jestem taki powierzchowny i poznając dziewczynę chciałbym ją też poznać od środka, a nie tylko wiedzieć czy łatwo i dobrze daje! Twoje spojrzenie na świat mnie zadziwia… Jesteś taka … Taka… - tu się zaciął, ale nie zdążył powiedzieć, jaka jest Kim. Ona odeszła od wieszaka podeszła do niego wskazała drzwi i powiedziała tylko: - Wyjdź.
- Nie! I przestań taką być! Myślałem, że może zostaniemy przyjaciółmi! Że będziemy ze sobą gadać, że się bliżej poznamy… - zaczął wymieniać Bill.
- Źle myślałeś. Tam są drzwi – wskazała palcem. Ale nim zdążył cokolwiek jeszcze odpowiedzieć, zadzwoniła komórka Kim.
- No? – zapytała odwracając się od Billa. – Hey to Ash. Kim, wpadniesz dziś do clubu? Robimy małą bibkę, będzie pare fajnych osób. Co ty na to?
- Sorry, nie mogę mam na 16:00 do pracy… Chuj z tym wszystkim! – wkurwiła się Kim. – Proszę daj sobie dziś siana! Będzie tyle towarków! – zawodziła Ash.
- Dobra, zobaczymy co się da zrobić. Na razie nic nie obiecuję. Nara – odpowiedziała po czym odłożyła słuchawkę. Wrzuciła telefon do kurtki, obeszła pokój poszła do kuchi i nalała sobie zimnej wody do szklanki. Zobaczyła w drzwiach Billa. Chyba był trochę sfrustrowany, bo patrzył na nią spod byka.
- Jesteś taka nieprzewidywalna… - patrzył na nią złowrogo.
- Co ty powiesz. Słuchaj nie wiem czy do ciebie nie dociera po niemiecku, czy jak, w każdym razie ja wychodzę, a raczej nie jestem za tym żebyś został w moim domu sam. Więc raczej nie masz wyjścia – powiedziała mijając go i kierując się w stronę wyjścia.
- I tak się spotkamy – powiedział. Zabrał kurtkę i wybiegł ze schodów jak zawsze opatulając się szmatami. „I po co się narzucał?! Przecież i tak wiedział, że nic z tego nie będzie! Ale tak poza tym, chętnie bym się z nim przespała.” – myślała Kim zamykając drzwi.
komentarze [7]ROZDZIAŁ 2 >> poniedziałek, 8 stycznia 2007 22:05:23
- Eee.. No dobra jestem Bill. – wyrzucił. Czekał chwilę jak na to zareaguje.
- Ok… A ja Kim. – odpowiedziała laska.
- To gdzie idziemy?? – zapytała szybko.
- No wybrałem właściwie już miejsce.. Jak się zgodzisz to tam pójdziemy. Chcesz? – zapytał uprzejmie.
- Eee.. A gdzie to jest?! – zapytała.
- Niespodzianka. – powiedział tajemniczo.
- Nie lubię niespodzianek – odpowiedziała opryskliwie – i mówiąc szczerze wolałabym, żebyś się pospieszył.
- Yyy.. No ok. To chodźmy już – odparł. Zaprowadził ją do czarnego busa. Wprawdzie byłby on bardzo stylowy, gdyby nie sterta papierów od chipsów i puszek po coli.
- Siadaj – wskazał miejsce Bill wsiadając i zamykając drzwi. Usiadł naprzeciwko Kim i uważnie jej się przypatrywał.
- Eee.. Więc gdzie jedziemy? Zwykle nie wsiadam do samochodu nieznanego mężczyzny i nie jadę z nim gdziekolwiek – wyznała. „No chyba, że już naprawdę mam potrzebę” – pomyślała i uśmiechnęła się lekko.
- Mówiłem już, że to niespodzianka – powiedział stanowczo, a zarazem uśmiechnięty.
- Wiesz co? Wkurwiasz mnie czy tego chcesz czy nie – odpowiedziała niemiło.
- Wiem – odparł spokojnie. Bardzo ją to wkurzało. Ten jego niesamowity spokój. Doprowadzało ją to do szału. Już nawet przyszło jej na myśl wprost powiedzieć, że ma go w dupie i chce żeby ją odwiózł do domu, ale w tym czasie chłopak oznajmił, że dotarli na miejsce. Przyjechali do fajnego, prostego acz bardzo stylowego domu. Chłopak szedł za nią wskazując tylko drzwi i otwierając je przed nią. W środku było bardzo czysto. Aż nie mogła znieść tego czystego niczym zaśmieconego domu. U niej było czysto, ale nie aż tak pedantycznie.
- Bardzo tu czysto – powiedziała od razu – za bardzo.
- Czy ja wiem? Lubię porządek – odpowiedział.
- Jasne. Dobra skończmy – zaczęła, – co w ogóle chcesz robić?
- Eee.. A co masz na myśli mówiąc „robić”? – zapytał podejrzliwie – miałem nadzieję, że bliżej się poznamy.
- Wiedziałam – powiedziała posępnie, ale cicho, żeby chłopak nie usłyszał – w takim razie z łaski swojej zdejmij tę swoją czapeczkę chciałabym przynajmniej wiedzieć jak wyglądasz.
- Nie ma sprawy – odparł zdejmując swoją czapkę, w skutek, czego wyleciała burza czarnych włosów z blond pasemkami. Oczy rzeczywiście miał pomalowane – pewnie jakiś gej – pomyślała Kim. Ale ogółem rzecz biorąc był niczego sobie. Kim nie chciała wyznać swojego zdziwienia więc szybko odwróciła głowę i spojrzała na kominek.
- Wiedziałem… Zrozum, nie jestem taki jak oni mówią – powiedział spokojnie. Kim odwróciła głowę i spojrzała na niego jak na głupa.
- O czym ty mówisz? – zapytała podejrzliwie, bo napłynęło jej na myśl, że to rzeczywiście jakiś pomylony gej.
- Eee nic. Nic… - powiedział czerwony, ale chyba bardzo z czegoś zadowolony. „Czyżby nie wiedziała, kim jestem? Nie chcę uważać się za pyszałka, ale przecież PARE osób mnie zna! Ale to jeszcze lepiej… Przynajmniej pozna, jaki jestem naprawdę, a nie te medialne bzdury!”
- HALO! Ziemia do Ciebie! Słyszysz mnie? – krzyknęła Kim.
- Sorry, zamyśliłem się – powiedział z uśmiechem.
- To się nie zamyślaj. Słuchaj mam pytanie… Ekhm.. Przywiozłeś mnie tutaj. Gadamy. Prawda? A więc powiem wprost: Czy ty na coś liczysz? – popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Szczerze? Tak. Na mile spędzony wieczór, a jak to już nie wnikam. Zależy od ciebie – powiedział zabawnie
- Słuchaj… Nie chcę się nudzić. Poszłabym potańczyć… Gdzieś się zabawić. Chyba wiesz, o co mi chodzi? Nie da rady tak siedzieć, jak trusie. Pójdę na kompromis i jeśli chcesz chodź ze mną – powiedziała wstając i czując, że chłopak raczej nie ma wyjścia.
- Odpada – powiedział stanowczo. „ Za dużo fanek – pomyślał, a wtedy by się dowiedziała”
Kim spojrzała na niego badawczo. „Co on sobie do kurwy nędzy wyobraża?! Będzie mi fochy stroił! Jak nie chcę to chuj mu w dupę!” – pomyślała dziewczyna i zaczęła wstawać.
- Przepraszam, jeśli to ugodziło Twojej godności. Masz rację, nie musisz nigdzie iść – powiedziała obojętnie.
- Wybacz, ale nie mogę. Ale chciałbym, żebyśmy, choć trochę jeszcze pogadali… - spojrzał na nią z zachęcającą miną – proosze – dodał po chwili.
- Hmm… No dobra, ale nie za długo, chciałabym jednak jeszcze odwiedzić dziś ten klub – powiedziała i usiadła przy stoliku koło okna.
- W porządku – on też usiadł naprzeciwko niej – powiedz mi coś o sobie. Czym się zajmujesz, czy uczysz się jeszcze i ogólnie – zaczął.
- Naprawdę cię to obchodzi? No dobra… Mam ogólnie 17 lat… Mieszkam w Magdeburgu… raczej na obrzeżach… Sama.. Nie lubię tłumów – powiedziała dobitnie.
- To tak jak ja.. – powiedział Bill wstając, dochodząc do barku i wyjmując butelkę czerwonego wina – masz ochotę ? – spojrzał na nią z uśmieszkiem.
- Raczej wolę alkohole typu piwo, albo jakiś drinczek, ale nie odmówię – powiedziała pierwszy raz się uśmiechając.
- Super – powiedział nalewając w kieliszek sobie i Kim, po czym usiadł i zaczął opowiadać o sobie raczej nie prawdę.
- Mam brata bliźniaka… Uczę się jeszcze w Magdeburgu, lubię sobie od czasu do czasu spotkać się z przyjaciółmi i troszkę zabalować, ale raczej tylko w gronie tych zaufanych. Pierwszy raz zdarzyło mi się tak spotkać kogokolwiek – powiedział patrząc jej w oczy – ale nie żałuję – dodał. Jakiej słuchasz muzyki? – zapytał zaciekawiony.
- Wiesz… Szczerze to nie słucham żadnej. Nie lubię muzyki… Ale jeśli miałabym naprawdę cokolwiek powiedzieć na jej temat, to chyba r’n’b. Justyn Timberlake nie jest najgorszy – powiedziała bez namysłu. Oh… Się zagadałam, a czas ucieka! – powiedziała i zrobiła się już trochę czerwona od tego wina.
- Jeśli naprawdę chcesz już iść odwiozę cię do domu – zaproponował.
- Raczej do „Dermy” jeśli już. Wiesz gdzie to jest? – zapytała już coraz bardziej pijana.
- Wiem, wiem, ale chyba nie chcesz tam iść w tym stanie, ledwo się trzymasz na nogach – powiedział chłopak i podszedł do niej i wziął ją pod ramię.
- Dziwisz się? Wypiłam ¼ wina! I to ty mnie upiłeś! – krzyknęła nieco podenerwowana przez wino. Chłopak nie odpowiedział już nic, tylko wziął kurtkę i zarzucił na nią. Skierowała się ku wyjściu, lecz nogi coraz bardziej odmawiały jej posłuszeństwa. Chciała już pospieszyć Billa, ale tylko białe gwiazdki zamigotały jej przed oczyma. Urwał jej się film…
komentarze [9]